Lekcja zdrowienia, czyli nowicjuszka w czasach zarazy.

Aktualizacja: maj 28

Jestem we Wspólnocie AA od czterech miesięcy i dziś mija 131 dzień mojej abstynencji. Kiedy miesiąc temu wprowadzono ograniczenia związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa i odwołano mitingi stacjonarne pomyślałam, że miałam ogromne szczęście pierwszych 100 dni komfortowej abstynencji. Mogłam bez umiaru korzystać z dobrodziejstw Wspólnoty, chodzić na mitingi kilka razy dziennie, spotykać się z przyjaciółmi ze Wspólnoty przy kawie, a nawet dwukrotnie uczestniczyć w warsztatach duchowości AA.

Samo wyjście z domu, spacer i świeże powietrze wydawały mi się koniecznym warunkiem trwania w abstynencji. Nie mówiąc już o pogodzie ducha, której doświadczałam najczęściej po wyjściu z mitingu i mniej więcej przez godzinę. Na dłużej nie wystarczało mi siły, bo powracały lęki, złość, niezgoda, urazy, smutek.

Teraz widzę, że pierwsze trzy miesiące „zdrowienia” przed epidemią, to był dla mnie czas użalania się nad sobą, samolubstwa i skupiania się na sobie, w myśl zasady: „moje trzeźwienie jest najważniejsze”.

Na ostatnim mitingu w realu byłam 11 marca na oddziale psychiatrycznym, gdzie były również osoby z terapii dziennej.

Informacja z następnego dnia o odwołaniu mitingów stacjonarnych była dla mnie szokiem. Czułam lęk, złość, żal i frustrację, że z dnia na dzień „wszystko” mi odebrano, tj. możliwość pójścia na miting i kontaktu ze Wspólnotą.

Użalałam się jaka to jestem pokrzywdzona, bo przecież jestem nowicjuszką i co ja teraz zrobię bez Wspólnoty? Notabene, co mieli powiedzieć ludzie, którzy dopiero od kilku tygodni byli na terapii dziennej odwołanej z powodu koronawirusa? Złościłam się i buntowałam na tę sytuację jak mała dziewczynka, która domaga się deseru przed obiadem, a najlepiej nutelli zamiast obiadu.

Ku mojemu zdumieniu i radości już po trzech dniach akcji „zostań w domu”, przyjaciel ze Wspólnoty przysłał mi link do mitingu online. Tego dnia zainstalowałam w telefonie pierwszą w życiu apkę (tak, tak, to możliwe) i uczestniczyłam w pierwszym mitingu online. To było niesamowite i bezcenne doświadczenie i jestem bardzo wdzięczna, że miałam tę możliwość od samego początku trwania epidemii.

Nagle okazało się, że zostając w domu mam dwa potężne narzędzia zdrowienia: telefon i internet. Okazało się, że w jakiś niepojęty sposób moje zdrowienie w czasie zarazy jest możliwe! Przez ostatni miesiąc uczestniczyłam w większej liczbie mitingów, w różnych miejscach Polski i świata niż kiedykolwiek mogłabym marzyć. Poznałam wielu wspaniałych, trzeźwych i szczęśliwych ludzi (tak, tak to możliwe).

Doświadczyłam czym jest jedność, duch i siła Wspólnoty AA a także jej bogata i piękna różnorodność w jedności (tak, to też możliwe).

Jednak największym cudem jaki zdarzył się podczas zarazy była decyzja, że chcę pracować na Programie 12 Kroków i prośba do drugiej alkoholiczki o przeprowadzenie przez Program. Ten jeden telefon do mojej obecnej sponsorki, po jednym z mitingów online, na którym dzieliła się swoim doświadczeniem i nadzieją zmienił wszystko!

Okazało się, że uczciwe robienie prostych rzeczy działa i przywraca mi zdrowie.

Prośba do Boga, by kierował moim myśleniem, ścielenie łóżka, przeczytanie fragmentu Wielkiej Księgi, modlitwa i telefon do drugiej alkoholiczki ratują mi życie! Od dnia, w którym podjęłam decyzję o pracy na Programie i zaczęłam robić sugestie, tak naprawę dopiero zaczęło się moje zdrowienie.

Przed epidemią byłam tak nadaktywna, że nie miałam czasu, zatrzymać się, posiedzieć w ciszy, spotkać się z Bogiem, sobą, usłyszeć drugiego człowieka.

W czasie zarazy mam czas, żeby powiedzieć stop, zatrzymać się, przyglądać swojemu wnętrzu, odprężyć się i wrzucić na luz, nie walczyć. Mam czas, żeby zapytać, jak mogę dziś pomóc drugiemu człowiekowi?

Mogę dzielić się z innymi tym co mam, dobrym słowem, rozmową, słuchaniem, obecnością na odległość i swoim czasem. Mogę powiedzieć „tak”, kiedy ktoś mnie o coś prosi, „przepraszam”, kiedy jestem komuś winna przeprosimy i „dziękuję”, za każdą małą rzecz, za głos w słuchawce i uśmiech przez telefon (tak, tak, to możliwe). W końcu mogę przestać skupiać się na sobie.

To niesamowite, że miesiąc temu o Skypie wiedziałam, jedynie ze słyszenia, a tydzień temu otrzymałam łaskę podjęcia służby poprowadzenia mitingu online. Dziękuję za bezcenne doświadczenie tej pięknej służby. Każdego dnia otrzymuję dar ogromnego wsparcia od Przyjaciół ze Wspólnoty, którzy piszą, dzwonią, są przy mnie w tym przedziwnym czasie i dzielą się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją.

Mój przyjaciel alkoholik, który przyprowadził mnie na pierwszy miting powiedział mi: „Madziu, już nigdy nie będziesz sama ze swoim problemem” i miał rację, nie pomylił się, mówił prawdę.

Mam wdzięczność, że zostało mi dane wyjątkowe doświadczenie bycia nowicjuszką we Wspólnocie AA, w czasach zarazy.

Dzięki temu przekonałam się, że zdrowienie nie tyle może wyglądać inaczej, niż mi się wcześniej wydawało, co w ogóle się może się zacząć. Sponsorka powiedziała mi, że moje zdrowienie będzie zależało od tego jak bardzo zaufam Bogu i jak bardzo będę pomagała drugiemu człowiekowi. Mój Przyjaciel ze Wspólnoty dodał, że pomiędzy tymi dwiema rzeczami trzeba jeszcze robić porządek ze swoim wnętrzem.

Czas zarazy to czas, w którym Pan Bóg uzdrawia moje serce.

Dziękuję Bogu, że czyni dla mnie to, czego sama nie byłam w stanie dla siebie zrobić.

Dziękuję Bogu, moim Przyjaciołom ze Wspólnoty i sponsorce, że jeszcze nigdy nie byłam mniej samotna i bardziej kochana niż teraz!

I pomyśleć, że do tej pory myślałam, że miłość w czasach zarazy możliwa jest tylko w powieści Marqueza. Modlitwy jaką dziś odmawiam nauczył mnie mój Przyjaciel ze Wspólnoty. Wystarczy jedno słowo: WDZIĘCZNOŚĆ.


Magda Poranek

13.04.2020

179 wyświetlenia1 komentarz