Lekcja prawdy, czyli nowicjuszka łapie kontakt z rzeczywistością

Aktualizacja: maj 28

Kiedy czytam w opinii dr Silkworth’a zdanie „Mężczyźni i kobiety piją głownie dlatego, że lubią efekty działania alkoholu”, to wprawia mnie ono w konsternację.

Czytam to i pytam: co to znaczy, że lubią działanie alkoholu?

Ja nie wiem jak alkohol działa na normalnych ludzi.

Ja tego nie wiem, bo jestem alkoholiczką. Piłam, bo alkohol od samego początku dawał mi znacznie więcej niż „nieuchwytne wrażenia”.

Mi alkohol dawał konkretne „korzyści”.

Dawał mi wolność.

Dawał mi ulgę od tego nieznośnego napięcia, które nieustannie mi towarzyszyło.

Po alkoholu stawałam się odważna, rozmowna, zabawna.

Nagle bariery przestawały istnieć, a ja mogłam snuć wizje i marzenia podboju świata, szalonej miłości i błyskotliwej kariery.

Czułam, że mogę wszystko.

Po alkoholu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stawałam się Alicją po drugiej stronie lustra i przechodziłam do świata iluzji i wyobrażeń.

W tym fantastycznym, wymyślonym świecie byłam księżniczką, wojowniczką, boginią.

Byłam Kalisi - matką smoków, zrodzoną z burzy.

Nie było dla mnie żadnych ograniczeń ani umiaru.

Robiłam wszystko do bólu.

Potrzebowałam mocnych wrażeń, żeby osiągnąć ten stan kiedy „czuję, że żyję”.

Najgorsze, że zaczynałam wierzyć w te iluzje.

Po jakimś czasie stało się ze mną dokładnie to, o czym jest napisane w opinii: nie mogłam już rozróżnić prawdy od fałszu.

Taki stan towarzyszył mi stale. Traciłam kontakt z rzeczywistością. Żyłam w wyimaginowanym świecie nie tylko gdy piłam, ale również kiedy wstawałam rano i przed wyjściem z domu zakładałam zbroję nieustraszonej wojowniczki i maskę perfekcyjnej kobiety sukcesu.

Moje ciało szło ulicą, a umysł był w zupełnie innym świecie, w zupełnie innym miejscu.

To życie na pograniczu prawdy i fałszu powodowało u mnie tak ogromne napięcie i zmęczenie, że wieczorem szukałam ulgi w alkoholu, co tylko pogłębiało mój obłęd.

Po jakimś czasie moje biedne ciało, które nie nadążało za rozszalałym ego, zaczęło odmawiać współpracy i buntować się.

Pod sam koniec picia byłam w stanie wycieńczenia fizycznego i psychicznego.

Tak, dla mnie życie z alkoholem było normalne, bo nie znałam innego.

Alkohol był rozwiązaniem moich problemów i ich przyczyną.

Bez alkoholu byłam niespokojna, rozdrażniona i niezadowolona.

Im bardziej starałam się nie pić, tym bardziej nie chciało mi się żyć. Poczucie winy praktycznie nie opuszczało mnie. Kolejne postanowienia niepicia skutkowały jeszcze większym poczuciem beznadziei.

Dlatego właśnie potrzebuję CAŁKOWITEJ zmiany psychiki, gdyż to jest moja nadzieja na powrót do zdrowia.

To jest dziś dla mnie obietnica opinii lekarza.

Czy jest to obietnica bez pokrycia?

Sądzę, że nie, bo to, że się spełnia mam nie tylko na piśmie, ale przede wszystkim w prawdziwym doświadczeniu przyjaciół ze Wspólnoty, którzy powrócili do zdrowia.

38 wyświetlenia1 komentarz