Lekcja bezsilności, czyli wskrzeszenie nowicjuszki.

Aktualizacja: 4 dni temu

Porządkując niedawno papiery, znalazłam kartki zawierające moje zobowiązania do

zachowania, dobrowolnej i całkowitej abstynencji od wszelkich napojów alkoholowych przez jeden rok. W okresie od listopada do września podpisałam siedem takich kartek.

Nie byłam w stanie dotrzymać sześciu z tych postanowień. Za siódmym razem udało mi się nie pić przez rok. Po roku niepicia zobowiązałam się do całkowitej abstynencji od alkoholu do końca życia. Silnej woli starczyło mi na 10 miesięcy. Potem piłam przez kolejnych kilka lat.

Ostatnie lata mojej walki z alkoholem były przepełnione potwornym dyskomfortem, bólem i cierpieniem. Byłam w coraz gorszej formie fizycznej. Codziennie bolała mnie głowa, wypadały mi włosy, czułam się notorycznie zmęczona, rano nie miałam siły wstawać z łóżka, a w weekendy często leżałam wyczerpana do późnego popołudnia. Każdego dnia obiecywałam sobie, że to jest pierwszy dzień mojego nowego życia bez alkoholu, ale silnej woli starczało mi tylko do wieczora. Czułam się tak jakby coś zżerało mnie od środka, jakaś śmiertelna i nieuleczalna choroba, której nie potrafiłam nazwać. Według własnej diagnozy miałam duchowego raka.

Wiarę w Boga wyssałam z mlekiem matki, babki i prababki (w rodzinie oprócz pokoleń alkoholików miałam również bogobojną praprababkę heretyczkę, dwie zakonnice i księdza). Istnienie Boga zawsze traktowałam w kategorii faktów, o wiele gorzej było z uwierzeniem Bogu. Przez większość życia szukałam swojego Boga w różnych miejscach i na różne sposoby. W chwilach dozgonnej rozpaczy, pogrążona w otchłani samotności, smutku i lęku, trzymana w szponach rozszalałej choroby modliłam się do Boga, żeby mnie uzdrowił i uwolnij od zniewolenia alkoholem. Piłam i modliłam się, modliłam się i piłam. A Bóg milczał i nie odpowiadał na moje pijane modły. Dziś widzę, że choć modliłam się żarliwie i wylewałam przed Bogiem gorzkie łzy, to zupełnie nie potrafiłam Mu zaufać. Nie umiałam prawdziwie powierzyć się Bogu i tak naprawdę nie chciałam postawić Go na pierwszym miejscu w moim życiu. I nic dziwnego. Dla mnie Pan Bóg to był starzec z siwą brodą, sprawiedliwy sędzia trójosobowego składu orzekającego Sądu Ostatecznego. Ja się Go zwyczajnie bałam i na pierwszym miejscu stawiałam alkohol.

Na skutek splotu różnych okoliczności 2 grudnia 2019 roku dostałam zadanie wykonania pracy plastycznej na temat „Mój obraz Boga”. Żadnego dzieła wtedy nie stworzyłam, ale szukając inspiracji, natrafiłam na obraz przedstawiający Boga, tulącego z czułością do swoich ramion śpiącą dziewczynkę. Obraz ten zatytułowany był „Thalita kum”, czyli „Dziewczynko wstań”. Oniemiałam z wrażenia. Ten obraz zachwycił mnie i poruszył do głębi. Patrzyłam ze łzami w oczach, czując w sercu pragnienie takiego Boga. W końcu odnalazłam mojego Boga. W poniedziałek 2 grudnia 2019 godz. 23.07 wysłałam do przyjaciela zdjęcie przedstawiające Boga wskrzeszającego dziewczynkę. To był ostatni dzień mojego picia. Od 3 grudnia żyję bez alkoholu, a 15 grudnia byłam na pierwszym mitingu AA. Do Wspólnoty przyprowadził mnie drugi alkoholik, ten sam przyjaciel, któremu wysłałam obraz Boga mówiącego do mnie: Dziewczynko wstań! Tamtego dnia Bóg zrobił dla mnie to czego sama dla siebie nie byłam w stanie uczynić.

Dziś jestem wdzięczna za wszystkie kartki z niedotrzymanymi postanowieniami abstynencji, bo to niezbite dowody mojej bezsilności wobec alkoholu. A tak brzmi pierwsza część Pierwszego z Dwunastu Kroków Programu powrotu do zdrowia.

19.04.2020

37 wyświetlenia2 komentarz

Twórcy, realizatorzy oraz administratorzy tej witryny nie reprezentują nikogo poza samymi sobą. Podstawowy cel jaki nam przyświeca to dotarcie do jak najszerszej liczby osób, które mają problem z uzależnieniem. Może to ich dotyczyć osobiście bądź ich przyjaciół, znajomych czy członków rodziny.