Lekcja bezinteresowności, czyli nowicjuszka doświadcza siły i nadziei

Aktualizacja: maj 28

Nie mam doświadczenia pobytu w szpitalu psychiatrycznym, nie szukałam też pomocy u psychiatry.

Mam jednak doświadczenie cierpienia z powodu alkoholizmu.

Nic nie pomagało mi przestać pić, chociaż chciałam. Nic nie pomagało mi wyzdrowieć z tego beznadziejnego stanu umysłu i ciała, chociaż próbowałam wielu sposobów.

Ani kartki w Kościele, ani postanowienia, ani terapia kontrolowanego picia, ani krótsze czy dłuższe okresy abstynencji. Co z tego, że miałam wiedzę o alkoholizmie i że alkohol jest dla mnie szkodliwy? Ja nie tylko to wszystko wiedziałam. Ja to czułam każdą komórką mojego ciała.

Nic mi nie pomogło!

Życie uratował mi drugi alkoholik, który przyprowadził mnie do Wspólnoty AA, w której bezinteresownie i za darmo dostałam zrozumienie, identyfikację, akceptację, pomoc, wsparcie, siłę i nadzieję.

W tej Wspólnocie inni niepijący alkoholicy powiedzieli mi, że jest rozwiązanie mojego problemu. We Wspólnocie AA otrzymałam odpowiedź na pytanie co muszę zrobić, żeby powrócić do zdrowia. Rozwiązanie w postaci zestawu narzędzi duchowych.

Dlaczego ja w to uwierzyłam?

Ponieważ bardzo szybko doświadczyłam czym jest Wspólnota AA - ten „bezinteresowny ruch”, jak została określona we fragmencie opinii lekarza.

Byłam wówczas w Szczecinie, tuż po Świętach Bożego Narodzenia. To był mój 25 dzień abstynencji. Znajdowałam się w beznadziejnym stanie, bo dopiero co zakręciłam butelkę. Pamiętam, że 27 grudnia był dla mnie koszmarnym dniem. Znalazłam w Internecie miting o godz. 17.00 i poszłam tam. To był mój czwarty miting w życiu.

I doznałam szoku. Spotkałam tam ludzi, których nigdy wcześniej nie widziałam i ci ludzie, całkowicie bezinteresownie okazali mi troskę, zrozumienie. Dali wsparcie i pomoc. Na tym mitingu najpierw płakałam ze złości i użalania się i prawie z niego wyszłam, bo aż cała się trzęsłam z emocji. Potem płakałam już z wdzięczności do tych ludzi, którzy dali mi nadzieję, którzy po prostu przy mnie byli, nie oceniali i okazali mi cierpliwość, tolerancję i współczucie. Po tym mitingu czułam się tak, jakbym zrzuciła z siebie plecak pełen kamieni.

Doznałam ulgi.

Niedługo potem od jednej z osób z tego mitingu otrzymałam wiadomość, w której były takie słowa: „My, zdrowiejący alkoholicy, jesteśmy nie tyle braćmi w cnotach, ile braćmi w brakach i wadach - tudzież we wspólnym wysiłku przezwyciężania ich.” (Jak to widzi Bill, str. 167) i dopisek „Pogody ducha Madziu, dobrze, że jesteś”.

I to właśnie jest siła tego bezinteresownego ruchu - Wspólnoty AA, której doświadczam każdego dnia, wciąż na nowo, dzięki której zdrowieję i za co mam ogromną wdzięczność.


Ps. Moje refleksje do fragmentu z książki "Anonimowi Alkoholicy", zwanej "Wielką Księgą", wyd. czwarte 2018, z rozdziału: "Opinia Lekarza" na stronie XXXVII.


15.04.2020

57 wyświetlenia1 komentarz