Dla osób oraz rodzin zmagających się z uzależnieniem alkoholowym

Wszystkie drogi prowadzą do Halifax

Z tym Halifax’em to wychodzi, całkiem niezła sprawa! Otóż w angielskim mieście, gdzie nie ma polskiej grupy AA powstaje centrum, do którego zjeżdżają polscy AA z najbardziej odległych krańców Wyspy. Centrum wymiany doświadczeń z realizacji szeroko rozumianego Programu AA. … Pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, czyli grupa AA z Preston wymyśliła sobie, aby do organizowania tych spotkań zapraszać i namawiać wszystkich chętnych. Tak powstała rotacja, która to idąc od grupy - do grupy nadała temu przedsięwzięciu dodatkowych walorów. O to organizatorzy, stali się tak naprawdę sztafetą grup AA, które przejmują odpowiedzialność za każdy, następujący, co kwartał cykl spotkań. 


Na III Konwencji mieliśmy spikerów z Londynu i Harrogate. Tak się złożyło, że spiker Bryan z Harrogate był Amerykaninem, zaś występujący, zaraz po nim Krzysztof, to jego podopieczny, który otrzymał od niego program. Tenże Krzysztof był sponsorem dla obecnego na konwencji AA, który przyjechał ze Szkocji, a ten zaś „przywiózł” swojego podopiecznego z… Anglii. Ten ostatni był wówczas na etapie 5 Kroku. Poniekąd cztero-pokoleniowa „rodzina” miała okazje się spotkać razem i nawzajem poznać. Ta sympatyczna sytuacja zrobiła pozytywne wrażenie na pozostałych uczestnikach Konwencji. Sobota na Konwencji w Halifax to kulminacja przygotowanego programu. To także czas, gdy dojeżdża sporo uczestników nie mogących, z różnych przyczyn być od piątku do niedzieli. 


Jestem w UK prawie 10 lat i często myślałem o tym, że nie ma takiego miejsca jakie znałem z Polski, gdzie można było jechać na 2-3 dni i „pomityngować” . Nie wiedziałem, że tuż pod bokiem jest taki dom i taka społeczność, która za niewielkie pieniądze zechce użyczać nam swego dachu nad głową. Powiedzmy o cenach i o tak zwanej sferze ciała. 70 funtów za dwa noclegi- w salach wieloosobowych-, 6 posiłków to cena naprawdę robiąca wrażenie. Nie znam i nie słyszałem o innym miejscu, w którym za tak małe koszty można uzyskać tak wiele!... 
Co do sfery ducha, to tutaj dzieją się te tajemnice, które potem wracają różnymi ścieżkami, by powiedzieć światu o tym, co się stało w Halifax. Ja sam poddaję się niezwykłemu klimatowi tych spotkań a zwłaszcza nocnych mityngów. Panuje na nich otwartość i obecne jest zaufanie. Płyną słowa, jakich nigdy byśmy nie odważyli się powiedzieć w innym miejscu i innym czasie. O to człowiek z kilkugodzinną abstynencją, „zmielony” przez alkohol, dowieziony niczym bagaż przez innych AA dowiaduje się od nich, że nie mogli go tak zostawić, bo wtedy sami by umarli. Albo człowiek, który jeszcze cztery dni temu będąc pijany i z poczucia winy oraz wstydu chciał popełnić najgorszą rzecz poprosił o przekazanie programu. Ludzie owinięci w swój całun cierpienia i wszelkich odbitych na nim upodleń dowiadują się od innych alkoholików, że to jest bardzo dobry kapitał na początek nowego życia. Ci zaś, którzy są trzeźwi od lat kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu dzieląc się swoim doświadczeniem, na drodze przemiany opisują siebie dokładnie tak jakby to, co było, było zaledwie dzień wcześniej. Nikt niczego, nikomu nie musi tłumaczyć. Są sprawy tego świata, które przenikają nas, gdy tylko na to jesteśmy gotowi. Przejawia się to w pełnej akceptacji drugiego człowieka a zwłaszcza jego choroby. Okazuje się, o to bowiem, iż choroba alkoholowa może być błogosławieństwem i stanowić kapitał potrzebny do odbudowy zniszczonego życia. 


Kiedy „normalni” ludzie kładą się do swych posłań, tutaj w Halifax słychać głos drżący i cichy a oczy oparte o jakiś punkt na ścianie chowają się za firanami powiek. Potem jest inny głos i inne, odważniejsze spojrzenie. I jest słowo, które wypuszczone żyje własnym życiem i często dla każdego oznacza coś innego. I słowo do słowa, w magicznym rytuale plecie się aura, niczym warkocz kobiecy. Wstajemy rano, o dziwo spaliśmy zaledwie 4 może 5 godzin. Biegniemy na dół na kawę, herbatę a może już nawet na śniadanie. E, tam śniadanie! Biegniemy bo tam na dole słychać głośne rozmowy, śmiechy, żarty. Tam są ci, co to nie lubią tracić z życia ani minuty. Za dużo lat straconych, aby teraz wylegiwać się w pieleszach. Wspólne śniadania, obiady kolacje. Wiecie co mam na myśli? To stół, a przy nim rodzina. My- nasza rodzina połączona wspólnotą doświadczeń. Cieszymy się sobą jak dzieci. Niektórzy z nas wrócą do pustych domów. Inni chociaż nie są sami czują się samotnymi i nierozumianymi. Inni znowu, w swym zabiegani, zapracowaniu i wypełniani obowiązków nie mają czasu na coś takiego jak wspólny posiłek, no może wieczorem- ale i to nie zawsze.


Polscy Anonimowi Alkoholicy przebywający dzisiaj w UK to zbiór doświadczeń wyniesionych z grup AA w Polsce oraz nowicjuszy, którzy zaczęli trzeźwienie tutaj. To także alkoholicy, którzy będąc w Polsce opierali swoje trzeźwienie o terapię oraz różnego rodzaju programy pomocowe. Często w nocno-mityngowych wypowiedziach uczestników słychać te tony i wówczas ci, co rozpoczęli trzeźwieć w polskojęzycznych czy angielskojęzycznych grupach nie do końca rozumieją o czym się mówi. Są zdezorientowani i mają wrażenie, że to w czym uczestniczą jest czymś gorszym. Sam miałem kilka takich rozmów w przerwach, bądź przed zaśnięciem. Proszę mi wierzyć, że słuchając niektórych nostalgicznych wypowiedzi, ja sam miałem wrażenie, że mówcy tęsknią za swoimi terapeutami czy spotkaniach z ich udziałem. Duża część z tych osób uważa, że wejście w Program ze sponsorem jest dla nich niepotrzebne bo przecież tyle i tyle już zrobili czy skończyli. Nie dezawuuje czyichś doświadczeń, jednak wiem, że na przestrzeni ostatnich kilku lat wielu alkoholików, będących po terapii i różnych programach realizowanych w placówkach lecznictwa odwykowego weszło na aowski program i dziś oni są jego najlepszymi ambasadorami. To fakt, trzeba go przyjąć takim! Sam należę do takich ludzi- po terapii, któremu spotkanie z programem 12 Kroków przyniosło same korzyści. Spotkania w Halifax’ie to także znakomita okazja do znalezienia sponsora i gruntownego poznania Programu AA.

 
… Warto zwrócić uwagę na jeden fakt. Kiedy piszę o organizatorach to myślę o grupach AA, bo tak w istocie rzeczy jest. Nie jest to, jednak dokładny stan rzeczy. Nieocenioną rolę pełni Intergrupa „Północ”. To jej uczestnicy oraz służby czuwają nad każdym ze spotkań. To Intergrupa swoim zaangażowaniem i wywiązywaniem się z obowiązków staje się wiarygodnym partnerem dla rozliczeń materialno – finansowych z właścicielami wynajmowanego domu. Warto podkreślić, że kiedy mówię Intergrupa to brzmi dość bezosobowo, dlatego należy powiedzieć, że są to konkretne osoby i jako takie, to one ponoszą odpowiedzialność. Ta odpowiedzialność jest dwutorowa: po pierwsze w relacjach z właścicielami domu, po drugie w relacjach z uczestnikami wszystkich grup wchodzących w skład Intergrupy. Do częstych przypadków należy rezerwacja miejsc a potem nie przyjeżdżanie i nie opłacanie ich. W kontekście planowania tego typu przedsięwzięć jest to narażanie organizatorów na straty finansowe. Wiąże się to, zwłaszcza z zakupem żywności. Pomijam już fakt, że niewielka ilość miejsc nie jest w pełni wykorzystana. Pisząc o tym apeluję do ewentualnych uczestników o odpowiedzialne podejście do całej tej kwestii. 


Warto, też wspomnieć o możliwości większego uczestnictwa dla kobiet z AA. Otóż organizatorzy są w stanie zabezpieczyć pomieszczenie wyłącznie dla pań i w zależności od ilości osób może to być pokój czy nawet dwa. Warto takie życzenia przesyłać organizatorowi. Moim zdaniem pań jest stanowczo za mało. Przyjeżdża ich trochę w sobotę, ale to i tak jest nie dużo. Drogie Panie, Halifax zaprasza! 
Po kwietniowym spotkaniu rolę organizatorów następnej Konwencji przyjęła na siebie grupa „4 Wymiar” ze Szkocji, a dokładnie z Stirling. To wielkie obustronne zaufanie, ale czy bez zaufania cokolwiek w naszej Wspólnocie jest możliwe? Termin to 4-6 sierpnia 2017. 
Jeśli już zacząłem pisać o przyszłości to warto tu nadmienić, że dotychczasowi organizatorzy i uczestnicy zastanawiają się nad dalszymi losami tego przedsięwzięcia. Tak się, bowiem składa, że grupa ze Szkocji zakończy jeden, pełny cykl na Krokach i Tradycjach 11 i 12. Co dalej? Powtarzać czy zmieniać, a może zacząć coś zupełnie nowego? A może zakończyć definitywnie? Osobiście uważam, że kontynuacja tych spotkań jest wręcz konieczna! 


Wszystko jest obarczone pewnym ryzykiem. Jak napisałem na początku artykułu:… Halifax to „Centrum wymiany doświadczeń z realizacji szeroko rozumianego Programu AA”. Jest to bardzo enigmatyczne pojęcie i jeśli za jego górnolotnością nie stoją wyraźnie postawione cele, to wówczas wszystko, choć pięknie brzmi jest puste niczym turecki bęben. Postawione cele to jedno, a drogi do nich prowadzące to druga, ważna sprawa. Nie da się tego oderwać, chociażby ze względu na specyfikę naszej Wspólnoty. I dobrze! Ja, dzisiaj należę do tych ludzi, co więcej uwagi zwracają na drogę. Cel jest kierunkiem, etapem w drodze i nigdy tak naprawdę nie stanowi kresu mojej drogi. Także w tym przypadku. Na co zwracam szczególną uwagę? Po pierwsze, czy to co robię mieści się w naszych trzech Legatach AA. Czy to co robię służy wzmocnieniu czy osłabieniu Jedności w AA. Jakie indywidualne korzyści może wynieść uczestnik takiego spotkania? Jakimi środkami chcę doprowadzić do tego aby maksymalna ilość uczestników osiągnęła maksymalne korzyści?


Więc w wielkim skrócie powiem tak. Szeroko rozumiany Program AA to nieprzebrany skarbiec i jest niczym źródło, z którego czerpanie nie tylko gasi pragnienie, ale czyni wodę znakomitszą. Pierwszym warunkiem powodzenia jest stworzenie atmosfery spotkań, która angażuje uczestników, tworzy klimat bezpieczeństwa. To budzi zaufanie, a to znowu sprzyja budowaniu świetnego wzajemnego kontaktu na poziomie osobistym oraz grup. 


W przedsięwzięciach tego typu organizatorzy zabiegają o spikerów znanych, czy rozpoznawalnych we Wspólnocie. To działa, to przyciąga, to jest magnesem i rękojmią, że przedsięwzięcie nie zakończy się klapą finansową. Gdy mówimy o tego typu spotkaniach jak Halifax to ma to trochę inny wymiar. Częstotliwość tych spotkań oraz mnogość tematów powodują, iż trzeba za spikerami oglądać się wszędzie. I dobrze! Okazuje się, że grupy wiedzą kto, gdzie i jak można znaleźć spikera, który da świadectwo trzeźwości w oparciu o program 12 Kroków. Sam z wielką przyjemnością słuchałem takich ludzi i tego, co mieli do powiedzenia. Wiem ze swojego doświadczenia, że każdy z AA, któremu stworzy się odpowiedni klimat zaufania prędzej czy później podzieli się kawałkiem swojej historii. Zwłaszcza tej w jaki sposób udało mu się wyjść z tak beznadziejnego położenia i odbudować swoje życie do takiego poziomu, w który -nawet on sam- kiedyś nie wierzył. I wtedy okazuje się jak ważne są rozmowy po spikerkach, oraz mityngi nocne. To wówczas następuje porównanie doświadczeń, wymiany pomysłów na życie, i to też wydaje się być jednym z ważniejszych elementów takiego spotkania. Nie byłoby to wszystko możliwe bez dobrego jedzenia, przytulnego kąta do spania i świetnego klimatu jaki został stworzony przez te trzy dni. Dla mnie, dla alkoholika istotną częścią takich spotkań jest poczucie bycia w jedności we wspólnocie. Następuje ono, wręcz samoistnie, kiedy mam możliwość wysłuchać, poznać osoby będące w podobnym położeniu z podobnymi problemami jak ja, a następnie skorzystać z ich doświadczeń. Chcę powiedzieć, że korzystam z tego dobrodziejstwa także po zakończeniu Konwencji. Spokojnie mogę zgłosić się (najczęściej telefonicznie) do wybranej osoby, z którą podzielę się swoimi trudnościami czy choćby wątpliwościami. Najważniejsze, że nie pozostaję z tym sam. 
I to na tyle moich doświadczeń, nie tylko z Halifax. Albert.


Są to fragmenty artykułu, który ukazał się „WyspiAArzu” nr 39, Nr1/2017. Przedstawiona treść została ubogacona o te części, które z przyczyn technicznych nie zmieściły się na łamach tego pisma.