Dla osób oraz rodzin zmagających się z uzależnieniem alkoholowym

29 paź 2017

DLACZEGO WSPÓLNOTA ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW JEST ANONIMOWA

Komentarze: 0

Edytowane: 2 wrz 2018

 

Artykuł ten będzie można najwłaściwiej zrozumieć przy przypominając sobie Tradycje mówiące o anonimowości. Tradycja Jedenasta głosi: "Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie reklamowaniu; musimy zawsze zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, radia, filmu i telewizji." Tradycja Dwunasta stwierdza: "Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszych Tradycji, przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami." Jak nigdy dotąd walka o władzę, znaczenie, bogactwo rozdziera naszą cywilizację człowiek staje przeciwko człowiekowi, rodzina przeciwko rodzinie, grupa przeciwko grupie, naród przeciwko narodowi. Prawie wszyscy zaangażowani w tę zażartą rywalizację deklarują, że ich celem jest pokój i sprawiedliwość dla nich samych, ich bliźnich oraz ich narodów. "Dajcie nam władzę", mówią "a zapanuje sprawiedliwość; zapewnijcie nam sławę, a dostarczymy budującego przykładu; dajcie nam pieniądze, a będziemy żyć wygodnie i szczęśliwie." Ludzie na całym świecie głęboko wierzą w takie rzeczy i zgodnie z tym postępują. Pozostając w tym odrażającym suchym ciągu, całe społeczeństwa wydają się pędzić w ślepą uliczkę. Widnieje przy niej wyraźny kierunkowskaz. Pod strzałką w kierunku tej drogi jest napis: katastrofa. Co to ma wspólnego z anonimowością i Anonimowymi Alkoholikami? My, ludzie z AA, powinniśmy wiedzieć. Prawie każdy z nas przeszedł identyczną ślepą uliczką. Napędzani alkoholem oraz samo uzasadnieniami wielu z nas goniło za mirażami pieniędzy i wysokiego uznania dla siebie aż do owego znaku stop: katastrofa! A potem nadszedł czas AA. Rozejrzeliśmy się wokół i zobaczyliśmy, że jesteśmy na zupełnie nowej drodze, wzdłuż której kierunkowskazy nie zawierały nigdy nawet słowa o władzy, sławie, czy bogactwie. Nowe kierunkowskazy informowały: "To droga do zdrowia psychicznego i pogody ducha. Ceną jest samo poświęcenie." Nasz podręcznik, Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, stwierdza, że: "Anonimowość jest najlepszym środkiem ochrony interesów, jaki nasza wspólnota może kiedykolwiek uzyskać". Mówi również, że "duchową istotę anonimowości stanowi poświęcenie". Przyjrzyjmy się dwudziestoletniemu doświadczeniu AA, aby zobaczyć, w jaki sposób doszliśmy do poglądów i przekonań wyrażonych w Jedenastej i Dwunastej Tradycji. Na samym początku poświęciliśmy alkohol. Musieliśmy to zrobić, gdyż w przeciwnym wypadku on zabiłby nas. Jednakże nie umieliśmy pozbyć się alkoholu nie zdobywając się na inne poświęcenia. Wygórowane mniemanie o sobie i myślenie pełne zafałszowań musiało zostać wyrugowane. Następnie musieliśmy zaprzestać samousprawiedliwień, litowania się nad sobą oraz złości. Musieliśmy poniechać zwariowanego pościgu za prestiżem osobistym i okazałym kontem bankowym. Musieliśmy wziąć na siebie odpowiedzialność za nasz pożałowania godny stan i raz na zawsze przestać obwiniać za to innych. Czy to były poświęcenia? Niewątpliwie, tak. Aby zdołać osiągnąć dostatecznie wiele pokory i szacunku dla siebie, by w ogóle móc pozostać przy życiu, musieliśmy poświęcić to, co było naszym najcenniejszym skarbem naszą ambicję oraz naszą nieuzasadnioną dumę. Ale nawet to jeszcze nie wystarczało.

Poświęcenie musiało sięgnąć jeszcze dalej. Inni ludzie także musieli odnieść korzyść. Podjęliśmy zatem pracę Dwunastego Kroku zaczęliśmy nieść posłanie AA. Poświęcaliśmy w tym celu czas, energię, a także własne pieniądze. Nie mogliśmy bowiem za chować tego, co otrzymaliśmy nie przekazując tego innym. Czy wymagaliśmy od naszych nowych podopiecznych, aby nam cokolwiek dali? Czy żądaliśmy od nich, by nam przekazali władzę nad swoim życiem, by zapewnili nam sławę z tytułu naszej dobrej roboty, czy też by dali nam choć grosz ze swoich pieniędzy? Nie, tego nie czyniliśmy. Zauważyliśmy bowiem, że zawsze kiedy rościmy sobie prawo do posiadania którejkolwiek z tych rzeczy, wówczas z naszej pracy Dwunastego Kroku uchodzi cała para. Tak więc, te skądinąd naturalne pragnienia musiały zostać poświęcone; w przeciwnym bowiem razie nasi podopieczni zyskiwali zbyt mało trzeźwości, albo nie zyskiwali jej wcale. Prawdę mówiąc my także nie. Nauczyliśmy się więc, że poświęcenie mu ci przynosić podwójną korzyść, gdyż inaczej nie przynosi jej w ogóle. Zaczęliśmy poznawać ten rodzaj samo poświęcenia, który nie jest opatrzony metką z ceną. Kiedy ukonstytuowała się pierwsza grupa AA, szybko na uczyliśmy się znacznie więcej o tych kwestiach. Zauważyliśmy, że każde z nas musiało zdobywać się na różne poświęcenia na rzecz grupy, poświęcenia dla wspólnego dobra. Grupa z kolei odkryła, że musi zrzec się wielu swoich praw dla ochrony interesów i dla dobra poszczególnych swych uczestników oraz dla AA jako całości. Poświęcenia te musiały zostać poniesione, gdyż bez nich Wspólnota AA nie byłaby w stanie przetrwać. Na niwie tych doświadczeń i spostrzeżeń zaczęło wykształcać się Dwanaście Tradycji Anonimowych Alkoholików. Stopniowo przekonaliśmy się, że jedność, efektywność, a na wet przetrwanie AA będzie zawsze zależeć od nieustannej gotowości poświęcania naszych osobistych ambicji i pragnień na rzecz wspólnego dobra i bezpieczeństwa. Tak samo, jak po święcenie dla indywidualnego człowieka oznaczało zachowa nie życia, tak też oznaczało ono jedność i przetrwanie dla każdej grupy AA i dla całej wspólnoty. Patrząc z tego punktu widzenia Dwanaście Tradycji AA jest zaledwie zdobytą w dwudziestoletnim doświadczeniu listą poświęceń, na które musimy się zdobywać indywidualnie a także zbiorowo po to, aby Wspólnota AA mogła pozostać przy życiu i zdrowiu. W naszych Dwunastu Tradycjach musieliśmy oprzeć się prawie każdej tendencji widocznej w otaczającym nas świecie. Odmówiliśmy sobie prawa do sprawowania osobowych rządów, do profesjonalizacji, do określania kim mają być nasi członkowie. Porzuciliśmy stosowanie "dobrych uczynków", reformatorstwo oraz paternalizm. Odmówiliśmy przyjmowania datków z zewnątrz i zdecydowaliśmy się płacić w całości nasze własne rachunki. Staliśmy się gotowi do współpracy praktycznie z każdym, ale też odmówiliśmy wiązania naszej wspólnoty z kimkolwiek. Powstrzymujemy się od zajmowania stanowiska w sporach publicznych i nie kłócimy się między sobą w sprawach, które tak wyniszczają całe społeczeństwa: religii, polityki oraz reformowania. Mamy tylko jeden cel: nieść posłanie AA choremu alkoholikowi, który tego pragnie. Przyjmujemy tę postawę nie dlatego, że przypisujemy sobie jakieś szczególne zasługi czy też uznania godną mądrość; czynimy tak, gdyż twarda szkoła życia pokazała nam, że tak robić musimy o ile AA ma przetrwać w dzisiejszym rozchwianym świecie.

Rezygnujemy z naszych praw i decyduje my się na poświęcenie również dlatego, że powinniśmy, a wreszcie dlatego, że sami tego pragniemy. AA jest siłą większą niż ktokolwiek z nas; musi żyć dalej, gdyż inaczej niezliczone tysiące nam podobnych nieuchronnie rozstaną się z życiem, wiemy to ponad wszelką wątpliwość. Lecz co ma z tym wszystkim wspólnego anonimowość? Czym ona w ogóle jest? Dlaczego uważamy ją za najpewniejszy środek ochrony dla AA z tych, którymi możemy kiedykolwiek dysponować? Dlaczego jest najlepszym symbolem osobistego poświęcenia, kluczem duchowym do wszystkich naszych Tradycji i do całej naszej drogi życia? Następujący fragment historii AA wyjawi w moim głębokim przekonaniu odpowiedź, której wszyscy poszukujemy. Przed laty odzyskał trzeźwość w AA pewien znany piłkarz. Ponieważ jego powrót do zdrowia był tak widowiskowy, spotkał się on z osobistą owacją ze strony prasy, zaś Wspólnota Anonimowych Alkoholików zyskała dużo uznania. Jego imię i nazwisko jako uczestnika AA wraz z towarzyszącą tej informacji podobizną zobaczyły w prasie miliony kibiców. Na pewien czas wyświadczyło nam to wielką przysługę, gdyż alkoholicy masowo ruszyli do AA. Byliśmy wręcz uszczęśliwieni. Szczególnie ja, gdyż nasunęło mi to wiele pomysłów. Nie minęło wiele czasu, a ja sam zacząłem podróżować, we wspaniałym humorze udzielając osobistych wywiadów i pozwalając się fotografować. Ogarnął mnie wręcz zachwyt, gdy stwierdziłem, że trafiam na pierwsze strony gazet równie łatwo jak mój poprzednik na szlaku autoreklamy. W dodatku on nie mógł zbyt długo być w centrum zainteresowania publicznego, ja natomiast tak. Wystarczyło, abym podróżował i mówił. Lokalne grupy AA oraz prasa zrobiły całą resztę. Byłem zdumiony, kiedy ostatnio sięgnąłem do tych starych wycinków prasowych. Przez dwa lub trzy lata byłem, jak sądzę, człowiekiem najbardziej naruszającym anonimowość w całym AA. Dlatego też nie mogę tak na serio obwiniać żadnego członka naszej wspólnoty, który tak się od tam tego czasu zachowywał. Przed laty ja sam dostarczyłem przykładu. W tamtych czasach wydawało mi się to rzeczą właściwą. Czując się usprawiedliwiony, pozwalałem sobie na wiele. Jakim to potężnym podbijaniem bębenka były dla mnie te prasowe dwuszpaltówki o "Billu brokerze" człowieku ratującym pijaków całymi tysiącami zaopatrzone w moje zdjęcie oraz dane osobowe! Nieco później jednak to lazurowe niebo zaczęło się chmurzyć. Sceptycy w AA zaczęli szept "Ten facet, Bill, to sobie dopiero dogadza, doktor Bob nie dostaje wcale swojej doli." Albo też: "A co będzie, jeśli ta cała sława uderzy Billowi do głowy i po prostu upije się naszym kosztem?" Oj, to mnie dźgnęło głęboko. Jakim prawem oni się nade mną pastwili, skoro ja robiłem tyle dobrego? Oświadczyłem moim krytykom, że to jest Ameryka i oni powinni wiedzieć, że mam prawo do wolności słowa. Czyż nasz kraj i zapewne każdy inny nie był prowadzony przez powszechnie znanych przywódców? Anonimowość była może dobra dla przeciętnego uczestnika AA, ale współzałożyciele powinni być traktowani w sposób wyjątkowy. Szeroka publiczność miała prawo wiedzieć, kim jesteśmy. Prawdziwi przebojowcy w AA (tzn. ludzie spragnieni prestiżu i rozgłosu, dokładnie tacy sami jak ja) nie kazali na siebie długo czekać. Oni też zamierzali zostać wyjątkami. Twierdzili, że anonimowość wobec szerokiego ogółu jest dobra dla nieśmiałych; ludzie odważniejsi, o śmiałej postawie tacy jak oni powinni bez zahamowań wystąpić w pełnym świetle i dać się policzyć. Taka odważna demonstracja szybko zlikwiduje owo piętno społeczne wyciśnięte na alkoholikach. Świat zewnętrzny sam się zaraz przekona, jakimi to po rządnymi obywatelami mogą stać się powracający do zdrowia pijacy. Im więcej uczestników wspólnoty zrezygnuje ze swej anonimowości, tym lepszy efekt będzie to miało dla AA. A jeśli pijak zostanie sfotografowany z gubernatorem? Zarówno on sam jak i gubernator mieli prawo zostać tak uhonorowani, prawda? I tak pędziliśmy dalej w naszą ślepą uliczkę. Następny incydent z naruszaniem anonimowości wyglądał jeszcze bardziej różowo. Blisko ze mną zaprzyjaźniona osoba z AA chciała się poświęcić krzewieniu wiedzy w zakresie alkoholizmu.

Zainteresowany alkoholizmem wydział wybitnego uniwersytetu pragnął, aby stanęła ona za katedrą i szeroko poinformowała, że alkoholicy są ludźmi chorymi i bardzo wiele w tej sprawie da się zrobić dobrego. Moja znajoma była osobą bardzo utalentowaną, zarówno gdy posługiwała się piórem, jak i gdy znajdowała się na mównicy. Czy mogła zatem poinformować, że sama jest uczestnikiem AA? A czemuż by nie? Używając imienia Wspólnoty Anonimowych Alkoholików miałaby sposobność zyskać szerokie poparcie dla krzewienia rzetelnej wiedzy o alkoholizmie, a tym samym również poparcie dla naszej wspólnoty. Uznałem to za wspaniały pomysł i udzieliłem mego pełnego błogosławieństwa. AA zaczynało już być szacownym i szeroko znanym imieniem. Wspomagana przez to imię oraz przez swój wielki talent osobisty nasza przyjaciółka odniosła natychmiastowy sukces. Prawie w okamgnieniu jej własne nazwisko i podobizna wraz z nader pochlebnymi sprawozdaniami z jej działalności edukacyjnej, a także z działalności AA, trafiły na łamy prawie każdej liczącej się gazety i czasopisma w Ameryce Północnej. Powszechne zrozumienie, co to jest alkoholizm, wzrosło, piętno odciśnięte na alkoholikach zelżało, a Wspólnota AA zyskała nowych uczestników. Na pewno nie mogło być w tym nic złego, prawda? A jednak było. Dla Osiągnięcia krótkoterminowych korzyści narażaliśmy naszą przyszłość na ryzyko o wielkich, wręcz przerażających rozmiarach. Teraz bowiem pewien uczestnik AA rozpoczął publikację czasopisma poświęconego krucjacie na rzecz powszechnej prohibicji. Uważał bowiem, że Wspólnota Anonimowych Alkoholików powinna przyczynić się do wprowadzenia na świecie kompletnej abstynencji. Ujawnił się sam jako uczestnik AA i nie krępował się powoływać na AA atakując diabelstwo whisky oraz tych, którzy ją produkowali oraz konsumowali. Podkreślił, że też prowadzi "działalność edukacyjną" i to "stosownego rodzaju". W kwestii wikłania AA w publiczne polemiki, uważał, że tak właśnie powinno być, toteż sam bardzo zaangażował się w taką właśnie działalność. Oczywiście, aby dopomóc swej ukochanej sprawie, bez wahania odrzucił swą anonimowość. Niedługo potem związek producentów napojów alkoholowych zaproponował innemu uczestnikowi AA przyjęcie pracy w "edukacji". Należało ludzi poinformować, że zbyt wiele alkoholu szkodzi każdemu, pewni zaś ludzie alkoholicy nie powinni pić wcale. Co w tym mogło być złego? Sekret polegał na tym, że nasz przyjaciel z AA miał odrzucić swą osobistą anonimowość; każda audycja czy publikacja, miała być opatrzona jego imieniem i nazwiskiem, jako uczestnika Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. To oczywiście miało na celu wywołanie wrażenia, że AA preferuje "edukację" w stylu odpowiadającym interesom producentów alkoholu. Chociaż do realizacji tego scenariusza nigdy nie doszło, nie mniej jego implikacje były przerażające. Uświadomiliśmy je sobie natychmiast. Angażując się w jakąkolwiek sprawę, a następnie ujawniając swą przynależność do AA wobec całego świata, każdy uczestnik naszej wspólnoty był w stanie podłączyć Anonimowych Alkoholików do dowolnej praktycznie sprawy, bądź też wplątać w dowolną wymianę zdań, czy to po słusznej czy niesłusznej stronie. Im więcej liczyło się w świecie imię AA, tym większa stawała się pokusa, aby tak się zachować.

Wkrótce pojawił się nowy dowód, że tak się dziać musiało. Kolejny uczestnik wspólnoty zaczął nas wplątywać w działalność reklamową. Został on zatrudniony przez towarzystwo ubezpieczeniowe, aby wygłosić dwanaście "odczytów" o Anonimowych Alkoholikach na ogólnokrajowej antenie. Te, rzecz jasna, stanowiłyby reklamę dla owego towarzystwa ubezpieczeniowego, dla Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, wreszcie dla naszego przyjaciela trzy pieczenie upieczone przy jednym niewinnie wyglądającym ogniu. W Centrali AA przestudiowaliśmy konspekt przyszłych odczytów. W połowie zawierały one stanowisko AA, w połowie zaś odzwierciedlały osobiste przekonania religijne autora. To niewątpliwie musiało nas przedstawić w krzywym zwierciadle, szeroko dostępnym publicznie. Musiałoby wzbudzić wiele uprzedzeń religijnych wobec AA. Oczywiście szybko zaprotestowaliśmy. Nasz przyjaciel odpowiedział mocno poirytowanym listem, powiadamiając nas, że czuje się "zainspirowany", aby te odczyty wygłosić i nie jest z pewnością naszą sprawą ograniczać jego prawo do wolności wypowiedzi. Chociaż sam miał otrzymać wynagrodzenie za swoją pracę, nie miał w istocie na myśli niczego poza dobrem AA. Jeśli zaś my nie zdawaliśmy sobie sprawy, że jest to działalność dla wspólnoty korzystna, to tym gorzej dla nas. Zarówno my, jak i stojąca na tym samym co my stanowisku Rada Powierników AA, mogliśmy sobie razem pójść do diabła. Odczyty zostaną wygłoszone. To dopiero było zagrożenie! Przez samo tylko odrzucenie swej anonimowości, a tym samym wykorzystanie imienia AA, nasz przyjaciel za jednym zamachem byl w stanie prze jąć kontrolę nad naszymi stosunkami ze światem zewnętrznym, ściągnąć na nas kłopoty religijne oraz uwikłać nas w działalność reklamową! To również oznaczało, że każdy błądzący uczestnik wspólnoty mógł ją śmiertelnie narazić w dowolnej chwili i dowolnym miejscu, po prostu odrzucając anonimowość i zapewniając samego siebie, jakież to niesłychane dobro nam "wyrządza". Oczami wyobraźni zobaczyliśmy każdego uczestnika AA pracującego w reklamie i poszukującego sponsora w sprawach komercyjnych, jak to zaraz zacznie wykorzystywać imię AA sprzedając dowolną rzecz od słonych paluszków do soku śliwkowego. Trzeba było natychmiast zająć zdecydowane stanowisko. Napisaliśmy do naszego przyjaciela, że AA też ma prawo do wolności wypowiedzi. Wprawdzie nie będziemy sprzeciwiać mu się publicznie, ale jesteśmy w stanie sprawić, że jego zleceniodawca otrzyma od członków AA kilka tysięcy listów krytykujących to przedsięwzięcie i możemy mu zagwarantować, że tak zrobimy, o ile tylko program trafi na antenę. Nasz przyjaciel zrezygnował ze swego projektu. Jednakże grobla naszej anonimowości nie przestawała przeciekać.

Pewni członkowie wspólnoty zaczęli nas wciągać w politykę. Zaczęli mówić przeróżnym komisjom legislacyjnym publicznie oczywiście czego to Wspólnota AA życzy sobie w kwestiach rehabilitacji, pieniędzy i prawodawstwa. W ten sposób z użyciem pełnego nazwiska i często wraz z towarzyszącą fotografią, niektórzy z nas stali się lobbystami. Inni jeszcze członkowie zasiadali na lawach wraz z sędziami śledczymi, doradzając im, którego ze złapanych pijaków po słać do AA, a którego do więzienia. Wreszcie, zaczęły się kłopoty z pieniędzmi, w które bywała uwikłana naruszona anonimowość. W tym czasie już większość naszych uczestników rozumiała, że powinniśmy zaniechać publicznych zbiórek pieniędzy na cele AA. Jednakże działalność edukacyjna naszej wspomaganej przez uniwersytet przyjaciółki wydała wówczas owoce. Miała ona ściśle uzasadnioną i uprawnioną potrzebę zdobycia na nią większych pieniędzy. Z tego powodu poprosiła szerszy ogół o wsparcie, organizując na ten cel publiczną zbiórkę. Ponieważ niewątpliwie była ona uczestnikiem AA i nie kryła tego, wielu ofiarodawców było zdezorientowanych. Niektórzy sądzili, że to AA prowadzi działalność na niwie edukacyjnej. Inni uważali, że to AA dokonuje zbiórki pieniędzy, podczas gdy w żadnym z tych przypadków tak nie było i być nie miało. W ten sposób powstało wrażenie, że imię AA jest używane do zbiórki pieniędzy w tym samym czasie, kiedy usiłowaliśmy poinformować szeroki ogół, że AA nie przyjmuje pieniędzy z zewnątrz. Ten precedens uruchomił wszelkiego rodzaju zbiórki pieniędzy przez AA pieniędzy na ośrodki odwykowe, przedsięwzięcia Dwunastego Kroku, pensjonaty AA, kluby AA oraz tym podobne co wiązało się z nagminnym naruszaniem anonimowości. Widząc, co się dzieje, nasza przyjaciółka która sama była wspaniałym członkiem wspólnoty próbowała odzyskać swą utraconą anonimowość. Ponieważ była już tak szeroko znaną osobą, zadanie to okazało się bardzo trudne. Jego realizacja zajęła jej całe lata. Zdobyła się wszakże na wszystkie konieczne poświęcenia i pragnę jej tutaj wyrazić głęboką wdzięczność w imieniu nas wszystkich. Następną szokującą wiadomością było to, że zostaliśmy wplątani w politykę partyjną, tym razem dla osobistej korzyści jednego człowieka. Ubiegając się o urząd publiczny, jeden z naszych uczestników wykorzystał w swej reklamie politycznej fakt, że należy do AA, co zapewne miało sugerować, że jest trzeźwy jak żaden z kontrkandydatów. Ponieważ Wspólnota AA cieszyła się rozgłosem i poważaniem w jego stanie myślał, że to mu pomoże odnieść zwycięstwo w dniu wyborów. Prawdopodobnie najlepsza tego typu historyjka zdarzyła się, kiedy imię AA zostało wykorzystane w sprawie o zniesławienie. Uczestniczka wspólnoty, której nazwisko i zawodowe osiągnięcia znane były na trzech kontynentach, weszła w posiadanie listu, który jak sądziła powodował uszczerbek na jej zawodowej reputacji. Uważała, że coś z tym należy zrobić i pogląd ten podzielał jej adwokat, również Anonimowy Alkoholik. Przyjęli oni, że zarówno opinia publiczna jak też i AA miałyby prawo do niezadowolenia, gdy by fakty te zostały ujawnione. Wkrótce, w wielu czasopismach pojawiły się artykuły z nagłówkami, jak to Wspólnota Anonimowych Alkoholików dopinguje jedną ze swych uczestniczek, oczywiście wymienioną z nazwiska, aby wy grała swą sprawę o zniesławienie. Niedługo potem pewien znany komentator radiowy powiedział to samo swym słuchaczom, których liczbę oceniano na dwanaście milionów. Incydent ten pokazywał, że imienia AA można dowolnie używać dla osiągnięcia czysto osobistych korzyści, tym razem na skalę ogólnokrajową. Stare segregatory w Centrali AA kryją jeszcze niejedno wy darzenie związane z naruszeniem anonimowości. Większość z nich dostarcza tych samych lekcji. Mówią nam one, że my alkoholicy jesteśmy twórcami najbardziej przekonujących racjonalizacji i że sam ten fakt, wspomagany przekonaniem, że robi my dla AA rzeczy wielkie, może przez naruszanie anonimowości przywrócić do życia naszą starą i zgubną pogoń za osobistą władzą, prestiżem, publicznym uznaniem i pieniędzmi ty mi samymi nieprzejednanymi popędami, które gdy podrażnione w swoim czasie stawały się powodem naszego sięgania po kieliszek, a w dzisiejszych czasach stanowią też siłę rozsadzającą ten świat. Lekcje te pokazują wyraźnie, że dostateczna liczba spektakularnych pogwałceń anonimowości może kiedyś doprowadzić naszą wspólnotę do całkowitej i rujnującej zagłady. Jesteśmy zatem pewni, że gdyby takie siły miały kiedykolwiek zapanować nad naszą wspólnotą, my także będziemy skazani na zagładę, podobnie jak to się już zdarzyło innym stowarzyszeniom w historii ludzkości. Nie zakładajmy ani przez chwilę, że my, powracający do zdrowia alkoholicy, jesteśmy o tyle lepsi czy silniejsi od innych ludzi, ani też, że skoro w naszej dwudziestoletniej historii nic takiego AA nigdy się nie przytrafiło, to z tego tytułu nigdy przydarzyć się nie zdoła. Nasza na prawdę największa nadzieja kryje się w tym, że całe nasze do świadczenie jako alkoholików oraz jako uczestników AA nauczyło nas w końcu, jak ogromna jest moc owych sił samo zniszczenia. Te w ciężkim trudzie wyuczone lekcje uczyniły nas w pełni gotowymi do każdego poświęcenia koniecznego, aby utrzymać przy życiu naszą bezcenną wspólnotę. Oto dlaczego postrzegamy anonimowość na poziomie publicznym jako nasze główne zabezpieczenie przed nami samymi, jako strażniczkę wszystkich naszych Tradycji i najpotężniejszy symbol osobistego poświęcenia, jaki znamy. Oczywiście, żaden uczestnik AA nie potrzebuje zachowywać anonimowości wobec rodziny, przyjaciół, czy sąsiadów. Ujawnienie się w tych przypadkach jest zarówno właściwe, jak i korzystne. Nie ma też niebezpieczeństwa, gdy zabieramy głos na grupowych mityngach AA o charakterze na wpół publicznym, o ile tylko notatki prasowe podają wyłącznie imiona występujących osób.

Jednak wobec szerszego ogółu prasy, radia, filmu, telewizji, wydawnictw książkowych i tym podobnych ujawnianie pełnych nazwisk i fotografii nie jest dla nas. Tu trzeba hermetycznie zamknąć wieko i musi ono pozostać w tej pozycji. Zdajemy sobie teraz w pełni sprawę z tego, że stuprocentowa anonimowość osobista wobec szerszej publiczności jest sprawą równie zasadniczą dla życia AA, jak stuprocentowa trzeźwość dla zachowania życia absolutnie każdego indywidualnego członka. To nie są strachy na lachy; to jest rozważny głos wieloletnie go doświadczenia. Jestem pewien, że będziemy go słuchać i że zdobędziemy się na każde wymagane poświęcenie. Faktycznie, już nauczyliśmy się słuchać. Dziś pozostała wśród nas zaledwie zanikająca garstka tych, którzy anonimowość naruszają. Mówię o tym wszystkim z taką powagą, na jaką mnie tylko stać. Mówię o tym, bo wiem dobrze, czym jest w istocie pokusa sławy i pieniędzy. Mogę to powiedzieć, bo sam kiedyś byłem kimś, kto anonimowość łamał. Dzięki Bogu, już cale la ta temu głos doświadczenia i upomnienia mądrych przyjaciół odciągnęły mnie z tej zgubnej ścieżki, na którą mogłem zaprowadzić całą naszą wspólnotę. W taki to sposób przekonałem się, że tymczasowa lub pozorna korzyść może być częstokroć śmiertelnym wrogiem tego, co najlepsze i nieprzemijające. Kiedy chodzi o przetrwanie AA, nic nie może okazać się do statecznie dobre ponad nasz największy wysiłek. Chcemy utrzymać stuprocentową anonimowość także z jednego jeszcze istotnego powodu, który częstokroć ulega przeoczeniu. Zamiast zapewnienia nam większego rozgłosu, powtarzające się naruszenia anonimowości dla odniesienia jakichś korzyści mogłyby poważnie nadwerężyć te cudowne stosunki z prasą i szerszym ogółem, którymi dzisiaj mamy szczęście się cieszyć. Mogłoby się skończyć na tym, że mielibyśmy złą prasę i bardzo mało publicznego zaufania. Przez wiele lat wszystkie media na całym świecie obsypywały AA entuzjastycznym rozgłosem, którego strumień nigdy się nie wyczerpywał. Redaktorzy mówią nam, dlaczego tak jest. Poświęcają nam dodatkowe miejsce i czas, ponieważ sami mają niezłomne zaufanie do AA. Podstawą zaś tego zaufania jest w ich własnym przekonaniu nasze stałe naleganie na za chowanie osobistej anonimowości na łamach prasy. Nigdy przedtem ludzie z agencji prasowych oraz agend do kontaktów z szerokim ogółem nie słyszeli o towarzystwie, które odmawiałoby osobistego reklamowania swych przywódców, czy też członków. Dla nich ta dziwna i odświeżają ca nowość stanowiła zawsze dowód na to, że AA jest wspólnotą obiektywną; nikt nie korzystał z żadnych prerogatyw. Jest to jak nam sami mówią najistotniejszą przyczyną ich tak wielkiej dobrej woli. Oto dlaczego, przekazują oni całemu światu aowskie posłanie zdrowienia. Gdybyśmy przez naruszanie anonimowości sprawili w końcu, że prasa, szersza publiczność oraz sami nasi podopieczni alkoholicy zaczną powątpiewać w czystość naszych intencji z pewnością utracilibyśmy ten bezcenny kapitał, a wraz z nim niezliczonych przyszłych członków. Wspólnota Anonimowych Alkoholików przestałaby cieszyć się dobrą sławą; rozgłos stawałby się mniejszy i w gorszym gatunku. Napis na ścianie jest wyraźny. Wielu z nas może go już odczytać i jestem pewien, że reszta wkrótce też będzie mogła.

Copyright © The A .A. Grapevine Inc.

Najnowsze wpisy
  • "Cudowny Splot Okoliczności". Po jakimś czasie dr Bob powiedział: „Słuchaj, Bill, czy nie powinniśmy zająć się innymi alkoholikami? Wiem, że chciałbym to zrobić. Więc lepiej stwórzmy ochronę dla nas samych.” „Cóż – zapytałem – masz jakiś pomysł? Gdzie możemy ich znaleźć?”  „Kiedyś pracowałem w szpitalu miejskim, gdzie jest oddział, na który zawsze ich przyjmują. Zadzwonię do pielęgniarki, którą znam.” Zadzwonił do niej i wyjaśnił, że on i przyjaciel z Nowego Jorku mają nową metodę leczenia alkoholików. Pielęgniarka z sarkazmem, ale też z poczuciem humoru powiedziała: „Cóż, panie dyrektorze, biorąc pod uwagę pańskie wyczyny tutaj, mam nadzieję, że wypróbował ją pan na sobie.” Na co on odpowiedział, że oczywiście tak. Wtedy dodała: „Mamy dla pana wymarzonego pacjenta. Właśnie przyjęto go na oddział intensywnej terapii, podbił oczy pielęgniarce. Znajduje się w delirium, przywiązaliśmy go pasami i jest pod kontrolą.” Dr Bob udzielił kilku wskazówek dotyczących leków, co pielęgniarka sobie zapisała i powiedział, że zajrzymy jutro.  Następnego dnia dr Bob i ja ujrzeliśmy tego „mężczyznę na łóżku”. Fraza ta stała się dla nas wszystkich bardzo znana. Składaliśmy wizytę jednemu z wziętych prawników z Akron. Był zupełnie rozbity. W ciągu minionych 6 miesięcy znalazł się w szpitalu 4 razy. I, jak nam bezradnie wyznał, nawet do domu nie mógł dotrzeć trzeźwy. Opowiedziałem mu więc o naturze jego choroby, cytując dra Silkwortha. Dr Bob podzielił się swoim doświadczeniami, jak to było w jego przypadku. A jednak mężczyzna leżący na łóżku nadal kręcił głową i powiedział: „Nie, obawiam się, że to nie dla mnie. Zaszedłem zbyt daleko. Nie chodzi o wiarę w Boga, którą posiadam, ale jestem pewny, że Bóg nie ma zbyt dużo wiary we mnie. Ale wróćcie tu jeszcze. Wydaje się, że wiecie, o czym mówicie.” Następnego ranka przyszliśmy znowu. W nogach łóżka stała jego żona. A nasz nowy przyjaciel, Bill D., zawołał: „To są ci panowie. Znają odpowiedź. Wiedzą o co w tym chodzi.” A później zaczął opowiadać, jak to w trakcie nocy zaczęło docierać do niego, że jeżeli oni mogą to mogę i ja! Historię Billa D. możecie ze szczegółami – jeżeli zechcecie – przeczytać w książce „Anonimowi Alkoholicy”. Wtedy właśnie Bill D. powiedział do swojej żony: „Idź, proszę i przynieś moje ubranie. Idziemy do domu.” Wrócił do domu, z miejsca włączył się w kampanię polityczną, w trakcie której przeciwnicy wykorzystywali jego alkoholizm, ale Bill zachował trzeźwość. I wciągu następnych lat, aż do swojej niedawnej śmierci, zachował wiarę. Gdyby dzisiaj to ocenić, oznaczało to, że pierwsza grupa Anonimowych Alkoholików powstała w Akron, w „mieście na wzgórzu”.  Zanim podsumujemy tę część historii, myślę, że z pokorą powinniśmy wszyscy dostrzec cudowny splot okoliczności, niewątpliwie stworzonych przez Opatrzność, która zawiodła nas tak daleko. Potrzebna była droga Junga, który w swoim gabinecie powiedział pacjentowi: „Jedynie duchowe przeżycie może cię ocalić. Moja wiedza nie jest w stanie.” Potrzebny był posłaniec, jego pacjent, który przybył do mojego przyjaciela Ebby’ego. Potrzebne też było, żeby Ebby poświęcił swój czas i troskę, by mnie odwiedzić. Żadna z osób w tym łańcuchu nie była tak ważna jak dr Silkworth, mężczyzna, którego później nazwaliśmy „Mały lekarz, który pokochał alkoholików”. Nigdy nie wolno nam zapomnieć, że to właśnie on wyjaśnił nam istotę naszej choroby. To właśnie on w ciągu całej swej kariery zajął się około 40 tysiącami przypadków. Kiedy już powstało AA – około 12 tysiącami. Jego wkład był naprawdę nieoceniony. Był on, powtarzam, „Małym lekarzem, który naprawdę kochał alkoholików.” I przez cały ten czas, i lata wcześniej, kiedy okropnie piłem, Lois trwała przy mnie. Gdyby nie ona, prawdopodobnie nie mógłbym stać się ogniwem tego łańcucha. Bill W. � �Share on Faceboo k 📷Share on Twitt e r � �📷📷
  • Ze wspomnień Bill'a W - I potem stał się cud. Dr. Jung uważał, że człowiek to coś więcej niż związki chemiczne warte 2 dolary, zlepek instynktów i pewna ilość inteligencji. Uważał, że człowiek ma duszę. Jednakże po całorocznej kuracji Roland ponownie zapił, kiedy opuścił szpital. Po powrocie zapytał, czy jest jeszcze jakaś nadzieja. Sądził, że ten lekarz jest jego ostatnim ratunkiem. A dr Jung, wspaniały i pokorny człowiek, powiedział: „Roland, moja wiedza nie może cię uratować, ale jest jeszcze jedno źródło, a mianowicie przeżycie duchowe. Coś, co cię zmieni, zlikwiduje przymus picia i umożliwi to, czego nie mogłeś dokonać wcześniej.” Taką to wiadomość Roland przekazał Ebby’emu. W dużym stopniu było to to samo, co usłyszałem od dra Silkwortha. Byłem bezsilny, jeżeli chodzi o moje sposoby. A ta wiadomość, docierająca do mnie z nowego źródła pogłębiała jedynie moją depresję. I ponownie muszę zauważyć, że podczas swojej drugiej wizyty, Ebby nie próbował wygłaszać mi kazań. Po prostu trzymał się swojej, własnej historii, a kiedy skończył, zabrał się i wyszedł. Kiedy poszedł sobie, pogrążyłem się w najgorszej do zniesienia depresji, jaka kiedykolwiek mnie dotknęła. Przypuszczam, że przynajmniej na chwilę ostatnie ślady mego dumnego uporu zostały zniszczone. Byłem po prostu dzieckiem płaczącym samotnie, bardzo samotnym w ciemności. Trudno znaleźć słowa na określenie intensywności tej agonii. A później pamiętam zawołałem: „Jeżeli istnieje Bóg, czy się objawi?!” I potem stał się cud. Najważniejsze doświadczenie mojego całego życia. W jednej chwili pokój wypełniło oślepiające, białe światło. Ogarnęło mnie uniesienie, jakiego wcześniej nigdy nie doznałem. Wydawało mi się, że stoję wówczas na szczycie góry, gdzie wieje silny, oczyszczający wiatr. Pomyślałem sobie: „Ale to nie powietrze, to Duch, to Bóg kaznodziejów.” Jak długo pozostawałem w tym stanie, po prostu nie umiem powiedzieć. Nie potrafię również znaleźć słów, aby to opisać. Po jakimś czasie jednakże stwierdziłem, że leżę na łóżku, ale teraz znajdowałem się w nowym świecie: świecie, w którym wszystko było dobre, pomimo zła świata, w którym żyłem wcześniej. Czułem się wypełniony świadomością istnienia Ducha, istnienia Boga. Ogarnął mnie wielki spokój. Leżałem i rozkoszowałem się tą nową i radosną świadomością. Po jakimś czasie przestraszyłem się naprawdę, Pomyślałem, że miałem halucynacje. Tak więc zawołałem dra Silkwortha, opowiedziałem mu całe zdarzenie, najlepiej jak potrafiłem, i zapytałem: „Doktorze, czy ja naprawdę mam halucynacje? Czy zwariowałem?” Zadał mi kilka pytań i po jakimś czasie powiedział: „Nie Bill, nie zwariowałeś. Miała miejsce jakaś duża psychiczna przemiana. Czuję ją, widzę ale nie mogę określić. Cokolwiek to jest, jest dużo lepsze niż to, co miałeś ledwie godzinę temu. I lepiej trzymaj się tego, co masz.”
  • Narodziny tradycji naszej anonimowości (styczeń 1946) Napisał: Bill W. W latach, które mamy przed sobą zasada anonimowości bez wątpienia stanie się częścią naszej ważnej tradycji. Nawet dzisiaj odczuwamy jej praktyczną wartość. Ale bardzie istotne jest, że zaczynamy czuć, że słowo "anonimowość" ma dla nas ogromne znaczenie duchowe. Subtelnie ale potężnie przypomina nam o pierwszeństwie zasad przed osobistościami ; że zrezygnowaliśmy z osobistej gloryfikacji publicznie; że nasz ruch nie tylko naucza, ale także praktykuje prawdziwą pokorę. Że praktykowanie anonimowości w naszym public relations już miało ogromny wpływ na nas i na miliony naszych przyjaciół w świecie zewnętrznym jest poza wszelkimi wątpliwościami. Anonimowość już jest kamieniem węgielnym naszej polityki public relations.To , skąd ta idea pochodzi i jak nas urzekła jest interesującym fragmentem historii AA . W latach przed publikacją książki "Anonimowi Alkoholicy" nie mieliśmy nazwy. Bezimienni, bezkształtni, nasze podstawowe zasady zdrowienia wciąż były dyskutowane i testowane, byliśmy tylko grupą pijaków idących po omacku i z nadzieją, że jesteśmy na drodze ku wolności. Kiedy zyskaliśmy pewność, że nasze stopy stoją na właściwej drodze zdecydowaliśmy postarać się przekazać innym alkoholikom dobre wieści. W formie książki spisaliśmy istotę naszego doświadczenia. To był produkt tysięcy godzin dyskusji. Naprawdę reprezentował zbiorowy głos, serce i sumienie tych z nas, którzy byli pionierami w pierwszych czterech latach AA. Ponieważ zbliżał się dzień publikacji, męczyliśmy nasze mózgi aby znaleźć odpowiednią nazwę dla woluminu. Musieliśmy rozważyć co najmniej dwieście tytułów. Wymyślanie tytułów i głosowanie nad nimi na mityngach stało się jednym z naszych głównych działań. Wielki zamęt dyskusji i argumentacji w końcu zawęził nasz wybór do pary nazw. Powinniśmy nazwać naszą nową książkę „Droga Wyjścia” czy „Anonimowi Alkoholicy”? To było finałowe pytanie. W ostatniej chwili zagłosowały grupy w Akron i Nowym Jorku. Niewielką większością zdecydowano się na „Droga Wyjścia”. Tuż przed przekazaniem do druku ktoś zasugerował, że mogą istnieć inne książki o tym samym tytule. Jeden z naszych wczesnych samotnych członków (poczciwy stary Fitz M. , który w tym czasie mieszkał w Waszyngtonie) podszedł do Biblioteki Kongresu zbadać sprawę. Dowiedział się, że jest dokładnie dwanaście książek zatytułowanych „Droga Wyjścia”. Kiedy ta informacja została przekazana wokół, zadrżeliśmy na myśl o możliwości bycia „Trzynastą Drogą Wyjścia”. Więc „Anonimowi Alkoholicy” stało się pierwszym wyborem. Oto, jak zdobyliśmy tytuł naszej książki doświadczeń, nazwę dla naszego ruchu i jak teraz zaczynamy dostrzegać, tradycję o wielkim duchowym znaczeniu. Bóg porusza się tajemniczymi drogami wykonując Jego cuda! W książce „Anonimowi Alkoholicy” są tylko trzy odniesienia do zasady anonimowości. Wprowadzenie do naszej pierwszej edycji mówi: „Jako osoby przeważnie zajęte zawodowo nie moglibyśmy dobrze wywiązywać się z naszych obowiązków.” [AA, s. XII] i „Nalegamy, by piszący, czy mówiący o alkoholizmie członkowie naszej wspólnoty, pomijali swoje nazwisko, a zamiast tego przedstawiali się jako członkowie Anonimowych Alkoholików.” „Z naciskiem prosimy prasę o przestrzeganie tego wymogu, w przeciwnym razie znaleźlibyśmy się w trudnym położeniu” [AA, s. XII]Od czasu publikacji „Anonimowi Alkoholicy” w 1939 powstało setki grup AA. Każda z nich zadaje sobie pytanie: „Jak bardzo anonimowi powinniśmy być?” i „W gruncie rzeczy, co dobrego jest w tej zasadzie anonimowości?” W dużym stopniu każda grupa osiadła na własnej interpretacji. Naturalnie istnieje wystarczająco dużo różnic opinii pomiędzy nami. Co nasza anonimowość oznacza i jak daleko mamy się w niej posunąć? To niepokojące pytania. Choć nie obawiamy się już stygmatu alkoholizmu jak kiedyś, wciąż znajdują się osoby, które są wyjątkowo wyczulone na punkcie ich powiązania z nami. Niektórzy przychodzą pod zmienionymi nazwiskami. Inni chcą przysięgi najgłębszej tajemnicy. Boją się, że ich powiązanie z Anonimowymi Alkoholikami zrujnuje ich interesy lub pozycję społeczną. Na drugim końcu skali opinii mamy osoby, które uważają, że anonimowość to dziecinna bzdura. Czują się w obowiązku rozgłaszać fakt członkostwa w Anonimowych Alkoholikach. Uważają, że nasza Wspólnota AA ma ludzi z renomą, nawet na skalę kraju. Dlaczego, pytają, nie wykorzystać ich osobistego prestiżu tak, jak zrobiłaby to każda inna organizacja? Pomiędzy tymi skrajnościami istnieje masa odcieni tych opinii. Niektóre grupy, zwłaszcza nowe, zachowują się jak tajne organizacje. Nie życzą sobie, aby ich działalność była znana nawet wśród przyjaciół. Nawet nie proponują duchownym, doktorom, ani nawet ich żonom wzięcia udziału w żadnych mityngach. Zapraszanie reporterów prasowych? Zapomnij! Inne grupy czują, że ich społeczność powinna wiedzieć wszystko o Anonimowych Alkoholikach. Choć nie drukują żadnych nazwisk, wykorzystują każdą okazję do reklamowania aktywności ich grupy. Okazjonalnie organizują publiczne lub częściowo publiczne mityngi, gdzie Aowcy pojawiają się pod nazwiskiem. Lekarze, duchowni i urzędnicy często zapraszani są do przemówień na takich spotkaniach. Tu i tam niektórzy Aowcy porzucili całkowicie swoją anonimowość. Ich nazwiska, zdjęcia i osobista działalność pojawiły się w drukach publicznych. Jako Aowcy czasami podpisywali się swoimi nazwiskami w artykułach mówiących o ich członkostwie. Dopóki jest dość jasne, że większość z nas wierzy w anonimowość, nasza praktyka tej zasady nie różni się zbytnio. I rzeczywiście, musimy zdawać sobie sprawę, że przyszłe bezpieczeństwo i efektywność Anonimowych Alkoholików może zależeć od jej zachowania. Ważne pytanie: Gdzie powinniśmy umieścić punkt, w którym kończy się osobistość i zaczyna anonimowość? W rzeczywistości, niektórzy z nas są tak anonimowi, jak daleko sięgają nasze codzienne kontakty. Porzuciliśmy anonimowość na tym poziomie ponieważ uważamy, że nasi przyjaciele i współpracownicy powinni wiedzieć o Anonimowych Alkoholikach i o tym, co AA zrobili dla nas. Porzuciliśmy także obawy przed przyznaniem się, że jesteśmy alkoholikami. Chociaż szczerze prosiliśmy reporterów, aby nie ujawniali naszych personaliów, często przemawiamy przed częściowo otwartą publicznością pod naszymi prawdziwymi nazwiskami. Chcemy przekonać publiczność, że nasz alkoholizm to choroba i nie obawiamy się mówić o tym przed nikim. To jest ok. Jeśli jednakże zaryzykujemy ponad ten limit, z pewnością stracimy naszą zasadę anonimowości na zawsze. Jeśli każdy AA swobodnie zacznie publikować swoje nazwisko, zdjęcie i historię, wkrótce rozpocznie się orgia osobistego rozgłosu, która oczywiście nie będzie mieć końca. Czy to nie tutaj, poprzez najsilniejszy rodzaj tradycji, musimy narysować linię? W związku z tym, powinno być przywilejem każdego z AA okryć się tak dużą osobistą anonimowością, jakiej pragnie. Jego koledzy Aowcy powinni respektować jego życzenia i pomóc strzec jego statusu, jaki chce przyjąć. Natomiast indywidualnie członek AA powinien szanować uczucia jego lokalnej grupy odnośnie anonimowości. Jeśli członkowie jego grupy życzą sobie być mniej widoczni w ich społeczności niż on chce, powinien się on dostosować do grupy dopóki nie zmienią na ten temat zdania. Powinno być światową polityką, że żaden członek Anonimowych Alkoholików nie powinien nigdy swobodnie publikować, w połączeniu z żadną aktywnością AA, jego nazwiska lub zdjęcia w mediach w obrocie publicznym. To nie ogranicza możliwości korzystania z nazwiska w publicznej aktywności oczywiście, jeśli nie ujawnia członkostwa w AA. Jeśli te sugestie lub ich wariacje zostaną zaadoptowane jako generalna polityka, każdy AA może zechcieć dowiedzieć się więcej o naszym doświadczeniu. Na pewno zechce wiedzieć, co większość naszych starszych członków myśli na temat anonimowości w dzisiejszych czasach. Celem tego fragmentu będzie podzielić się ze wszystkimi naszym wspólnym doświadczeniem. Po pierwsze, wierzę że większość z nas zgodzi się, że ogólna idea anonimowości dobrze brzmi, ponieważ zachęca alkoholików i ich rodziny do odezwania się do nas po pomoc. Ciągle obawiają się stygmatyzacji, uznają naszą anonimowość jako zapewnienie, że ich problemy będą utrzymane w tajemnicy; że szkielet alkoholika z rodzinnej szafy nie zacznie wędrować po ulicach. Po drugie, polityka anonimowości jest ochroną naszej sprawy. To zabezpiecza nas przed tym, że nasi tak zwani założyciele lub liderzy staną się osobami, które mogą w dowolnej chwili upić się i podbić AA oko. Nikt nie może powiedzieć, że to nie może się zdarzyć. Może. Po trzecie, niemal każdy reporter gazety który zainteresuje się nami, na początku narzeka na problemy związane z pisaniem artykułu bez nazwisk. Ale szybko zapomina o tej trudności kiedy dociera do niego, że to grupa ludzi, których nie interesuje osobisty rozgłos. Prawdopodobnie pierwszy raz w jego życiu opisuje organizację, która nie chce osobistego rozgłosu. Z cynika, którym mógł być poprzez szczerość błyskawicznie przekształci się w przyjaciela AA. Wtedy jego artykuł będzie przyjazny, nigdy nie będzie rutynową robotą. Będzie pisany z entuzjazmem, ponieważ reporter poczuje to sobą. Ludzie często pytają, jak Anonimowi Alkoholicy byli w stanie zapewnić sobie taką niesamowitą ilość doskonałego rozgłosu. Wygląda na to, że odpowiedzią jest to, że praktycznie każdy, kto o nas pisze staje się nawróconym AA, czasami bardzo gorliwym. Czy to nie nasza zasada anonimowości przede wszystkim odpowiada za ten fenomen? Po czwarte, dlaczego społeczeństwo traktuje nas tak korzystnie? Czy po prostu dlatego, że przynosimy zdrowienie tak wielu alkoholikom? Nie, to z pewnością nie może być cała historia. Jakkolwiek pod wrażeniem naszych sukcesów może być Jan Kowalski, jest bardziej zainteresowany naszym sposobem życia. Zmęczony agresywną sprzedażą, spektakularną promocją i krzyczącymi znakami publicznymi, czuje powiew świeżości naszego spokoju, skromności i anonimowości. Być może czuje wielką duchową moc – że coś nowego stało się w jego życiu. Jeśli anonimowość już zrobiła dla nas te rzeczy, z pewnością powinniśmy kontynuować ją jako ogólną politykę. Tak bardzo cenna dla nas teraz może stać się nieprzewidywalnym atutem w przyszłości. W duchowym sensie anonimowość wnosi zrzeczenie się osobistego prestiżu jako instrumentu ogólnej polityki. Jestem przekonany, że zachowamy tę potężną zasadę, że nigdy z niej nie zrezygnujemy. Więc co z jej stosowaniem? Ponieważ głosimy anonimowość każdego nowicjusza, powinniśmy, rzecz jasna, zachować anonimowość nowego członka tak długo, jak on chce ją zachować – ponieważ, kiedy o nas przeczytał i przyszedł do nas, dokładnie to obiecaliśmy. I nawet, jeśli on chce przyjść do nas pod przybranym nazwiskiem, powinniśmy mu to umożliwić. Jeśli życzy sobie, abyśmy powstrzymali się od omawiania jego sprawy z kimkolwiek, nawet z innym członkiem AA, powinniśmy uszanować także to życzenie. O ile większość nowicjuszy nie troszczy się o to, kto wie o ich alkoholizmie, są też tacy, którzy troszczą się bardzo. Zabezpieczmy to w każdy sposób, dopóki nie pozbędą się tych uczuć. Kolejny problem to nowicjusz, który chce porzucić jego anonimowość zbyt szybko. Biegnie do wszystkich swoich znajomych z radosną wiadomością o AA. Jeśli jego grupa nie ostrzeże go, może pospieszyć do redakcji gazety lub przed mikrofon powiedzieć całemu światu o sobie. Może także powiedzieć każdemu wszelkie szczegóły jego osobistego życia, aby wkrótce przekonać się, że w związku z tym ma zbyt dużo rozgłosu! Powinniśmy zasugerować mu, że się przemęcza, że najpierw powinien stanąć na własnych nogach zanim będzie mówił o AA każdemu bez wyjątku, że nikt nie myśli o nagłaśnianiu AA zanim nie będzie pewien, że jego grupa się na to zgodzi. Pojawia się też problem anonimowości grupy. Tak, jak jednostki, prawdopodobnie grupa powinna poczuć własną drogę i być ostrożna dopóki nie uzyska sił i doświadczenia. Nie powinno być zbyt dużego pośpiechu aby przyprowadzać ludzi z zewnątrz lub organizować publiczne spotkania. Jednak ten wczesny konserwatyzm nie powinien być zbyt przesadzony. Niektóre grupy idą jeszcze dalej, rok po roku odrzucają wszelką działalność publiczną lub spotkania, z wyjątkiem tych wyłącznie dla alkoholików. Takie grupy mogą rosnąć wolniej. Zestarzeją się ponieważ nie przyjmują świeżej krwi wystarczająco szybko. W ich niepokojach związanych z zachowaniem tajności zapominają, że mają zobowiązania wobec innych alkoholików w ich społeczności, którzy nie słyszeli że AA dotarło do miasta. Ale takie nierozsądne zachowanie ostrożności w końcu zostaje przełamane. Krok po kroku niektóre mityngi zostają otwarte dla rodzin i bliskich przyjaciół. Duchowny i lekarz mogą zostać zaproszeniu. W końcu grupa zwraca się o pomoc do lokalnej gazety. W większości miejsc, ale nie wszędzie, typowym jest, że Aowiec używa własnego nazwiska przemawiając przed publicznym lub częściowo publicznym zgromadzeniem. Ma to na celu przekonać publiczność, że nie boimy się już stygmatu alkoholizmu. Jeśli jednakże obecni są reporterzy, proszeni są usilnie o nie używanie żadnego nazwiska alkoholika w programie. To zachowuje zasadę anonimowości w obszarze publicznym i jednocześnie prezentuje nas jako grupę alkoholików, którzy już nie obawiają się, że nasi znajomi dowiedzą się, że byliśmy bardzo chorymi ludźmi. W praktyce wygląda na to, że zasada anonimowości może być sprowadzona do tego: z jednym bardzo istotnym wyjątkiem, to, jak daleko każda osoba lub grupa może posunąć się w porzucaniu anonimowości jest pozostawione wyłącznie tej osobie lub grupie, których dotyczy. Wyjątek: wszystkie grupy lub osoby, kiedy mówią lub piszą jako członkowie Anonimowych Alkoholików, nie powinny nigdy ujawniać swoich prawdziwych nazwisk. W tym momencie uważamy, że tutaj powinniśmy narysować linię anonimowości. Nie powinniśmy ujawniać siebie do opinii publicznej poprzez media prasy, w zdjęciach lub radio. Każdy, kto porzuca swoją anonimowość musi uwzględnić, że może on stać się precedensem, który może zniszczyć cenną zasadę. Nie możemy nigdy dopuścić, aby bezpośrednie korzyści wstrząsnęły nami w naszej determinacji do zachowania w stanie nienaruszonym bardzo ważną tradycję. Wielka skromność i pokora są potrzebne każdemu AA dla jego własnego trwałego zdrowienia. Jeśli te cnoty są tak bardzo potrzebne jednostkom, są także potrzebne AA jako całości. Ta zasada anonimowości przed ogółem społeczeństwa może, jeśli potraktujemy ją poważnie, zagwarantować ruchowi Anonimowych Alkoholików te atrybuty na zawsze. Nasze public relations powinno głównie działać na zasadzie przyciągania i rzadko, jeśli w ogóle, promocji. Przejdź do Artykuły Grapevine Oryginał: Copyright © The A.A. Grapevine , Inc., January 1946 Źródło: http://silkworth.net/grapevine/tradition_born.html Przekład nieautoryzowany, #62