Dla osób oraz rodzin zmagających się z uzależnieniem alkoholowym

4 wrz 2018

Egoizm w Wielkiej Księdze.

Komentarze: 0

 

Str. 11. (OPOWIEŚĆ BILLA) Mój przyjaciel obiecywał, że kiedy dopełnię tych podstawowych warunków będę w stanie osiągnąć następny etap "komunikowania" się ze Stwórcą i będą mi dane nowe środki do uporania się z moimi problemami. Niezbędnymi warunkami, aby ustanowić i zachować nowy porządek rzeczy były: wiara w potęgę Boga, wystarczająco dobre chęci, uczciwość i pokora. Proste, ale niełatwe. Ceną, którą należało zapłacić był koniec . Ze wszystkim miałem się zwracać do Ojca Światłości, który panuje nad nami. Była to rewolucyjna i drastyczna zmiana koncepcji, ale z chwilą, gdy ją zaakceptowałem efekt był piorunujący. Poczułem smak zwycięstwa, potem ogarnął mnie spokój i pogoda ducha, których nigdy wcześniej nie zaznałem. Odczucie najpełniejszego zaufania. Czułem się jakby uniósł mnie wielki, czysty wiatr wiejący od górskich szczytów. Do większości ludzi Bóg przychodzi stopniowo; Jego wpływ na mnie był nagły i głęboki.

Str. 17/18. (JEST SPOSÓB) Istnieje jeszcze typ, którego brak kontroli nad sobą wprawia nas w zakłopotanie. Kiedy pije wyprawia absurdalne, niestworzone i tragiczne rzeczy. To prawdziwy Dr Jekyll i Mr Hyde. Rzadko bywa tylko z lekka wstawiony. Przeważnie jest mniej lub bardziej zamroczony, czasem aż do nieprzytomności. Wtedy prawie w ogóle nie przypomina siebie. Może to być dusza człowiek, jeden z najlepszych ludzi na świecie. Jednak jeśli popije - choćby przez jeden dzień -staje się odrażający, a nawet niebezpieczny. Jest geniuszem w upijaniu się w najbardziej nieodpowiednim czasie. Zwłaszcza wtedy, gdy trzeba podjąć jakąś decyzję lub zrobić coś na określony termin. Jest rozsądny i logicznie myślący, jeśli chodzi o wszystko inne, poza alkoholem. W tej ostatniej dziedzinie jest nieuczciwy i egoistyczny. Bardzo często posiada specjalne umiejętności, zdolności i obiecującą karierę przed sobą.

Str. 51. (JEST SPOSÓB) Większość ludzi usiłuje żyć na własny rachunek, bez niczyjej pomocy. Taki człowiek zachowuje się jak aktor, który usiłuje zaaran­żować całe przedstawienie na swój sposób - zarówno światła, balet, scenografię, jak i resztę artystów. Gdyby tylko owe wysiłki zmaterializowały się... Gdyby tylko inni artyści ze­chcieli postępować według jego życzeń, widowisko byłoby wspaniałe. Wszyscy, łącznie z nim samym, byliby zadowo­leni. Życie byłoby cudowne. Taki człowiek w swoich wysił­kach dokonuje czasem najwyższych wyrzeczeń. Potrafi być uprzejmy i uważający, cierpliwy, szczodry, nawet skromny i pełny poświęcenia dla innych. Z drugiej strony, może też okazać się chciwy, egocentryczny, samolubny i nieuczciwy. Na ogół jednak, jak to bywa z większością ludzi, nie jest ani idealny, ani też kompletnie zły.

Str. 52.(JAK TO DZIAŁA) Przyznając, że być może jest w tym część jego winy, nadal jest przekonany, że główna wina leży po stronie innych. Kolejno rozwija się w nim uczucie gniewu, potem złości, wreszcie popada w stan współczucia dla siebie samego.

Jaka jest główna przyczyna takiego stanu rzeczy?

Czyż ów człowiek nie jest w rzeczywistości egoistą, nawet wtedy, gdy stara się być uprzejmy wobec innych? Czy nie jest ofiarą złudzenia, że mógłby osiągnąć zadowolenie i szczęście, gdyby tylko potrafił swym otoczeniem właściwie pokierować? Czy dla wszystkich zaangażowanych w jego grę, nie jest ewidentne jego egoistyczne pragnienie? I czyż jego sposób postępowania nie wywołuje u innych prób odwetu, połączonych z chęcią wykorzystania sytuacji dla siebie? Czyż nie jest on zatem, nawet w swoich najlepszych intencjach, raczej sprawcą zamieszania i nieporozumień niż harmonijnego współdziałania?

Nasz "aktor" jest skupionym na sobie jak byśmy go dzisiaj określili. Przypomina emerytowanego biznesmena, który zimą wygrzewa się w słońcu Florydy, narzekając na upadek ducha narodowego; księdza, który ubolewa nad grzechami dwudziestego wieku; polityka i reformatora, którzy są pewni, że świat byłby Utopią, gdyby reszta ludzi zachowywała się zgodnie z ich oczekiwaniami; kryminalistę włamywacza, który wierzy w to, że społeczeństwo go skrzywdziło, albo alkoholika, który przepił wszystko i jest zamknięty w miejscu odosobnienia. Czy większość z nas, wbrew wszelkim fałszywym protestom, nie koncentruje się na sobie, swoich urazach i użalaniu się nad losem?

Str. 52. (JAK TO DZIAŁA) Egoizm, egocentryzm, koncentracja na samym sobie!... To właśnie jest, jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów. Powodowani tysięcznymi lękami, fałszywymi wyobrażeniami, różnymi odmianami samolubstwa i rozczulania się nad sobą krzywdzimy innych ludzi, a oni odpłacają nam tym samym. Czasami wydaje się, że ludzie ranią nas bez powodu, bez żadnej prowokacji z naszej strony. Niezmiennie jednak doszukujemy się wydarzenia w przeszłości, które upoważniło tego kogoś do wyrządzenia nam przykrości.

Str. 53. (JAK TO DZIAŁA) A więc nasze kłopoty, jak stwierdzamy, w zasadzie pochodzą od nas samych. Powstają w nas. Alkoholik jest krańcowym przykładem upartego szaleńca, choć zwykle on sam tak o sobie nie myśli. A więc my, alkoholicy musimy przede wszystkim wyzbyć się egoizmu. Musimy tego dokonać za wszelką cenę, gdyż inaczej egoizm zabije nas.

Bóg dopomoże nam w tym. Jakże często wydaje się być wprost niemożliwością wyzbycie się bez Jego pomocy. Mimo że wielu z nas miało w sobie dostatecznie dużo zasad moralnych i przekonań filozoficznych, to nie potrafiliśmy według nich żyć. Nie byliśmy również w stanie własnymi siłami pozbyć się . Potrzebna była nam pomoc Boga.

Str. 55. (JAK TO DZIAŁA) Dokładnie to samo robiliśmy z naszym życiem. Nasz obrachunek moralny sporządziliśmy uczciwie. Przede wszystkim odsłoniliśmy nasze wady, które spowodowały wszystkie kolejne niepowodzenia. Przekonawszy się, że to nasz egoizm, przejawiający się na różne sposoby, był przyczyną naszych porażek dokładnie tę cechę przeanalizowaliśmy. Skłonność do urazy i łatwość popadania w złość to nasz grzech "numer jeden".

Str. 58. (JAK TO DZIAŁA) Puszczając w niepamięć krzywdy doznane od innych, postanowiliśmy skupić się na własnych błędach. W jakich okolicznościach byliśmy egoistami, kiedy byliśmy nieuczciwi, samolubni lub tchórzliwi? Aczkolwiek zaistniała sytuacja nie wynikła wyłącznie z naszej winy staramy się udział innych zostawić na boku. Interesuje nas jedynie nasza wina. Przecież sporządzamy własny obrachunek, a nie innych ludzi. Kiedy zatem tylko zauważyliśmy swoje wady wpisywaliśmy je na listę, którą stale musimy mieć przed oczyma. Przyznając się uczciwie do zapisanych czarno na białym wykroczeń, przejawiamy szczerą wolę poprawy.

Str. 59. (JAK TO DZIAŁA) Proponujemy stanąć na uboczu owych kontrowersji. Nie mamy zamiaru odgrywać roli mediatorów. Wszyscy mamy potrzeby natury seksualnej i związane z tym problemy. Nie bylibyśmy ludźmi, gdybyśmy ich nie mieli. Zanalizowaliśmy nasze postępowanie w tej dziedzinie w przeszłości. Kiedy byliśmy egoistyczni, nieuczciwi, kiedy zlekceważyliśmy kogoś? Kogo przez to skrzywdziliśmy? Czy niesłusznie wywołaliśmy zazdrość, podejrzenia i przykrości? Kiedy i jakie popełniliśmy błędy? Czy wiemy jak powinniśmy byli wówczas postąpić?

Str. 59.  (JAK TO DZIAŁA) Wszystko to spisaliśmy i uważnie przyjrzeliśmy się tekstowi. W ten oto sposób staraliśmy się wypracować zdrowy i rozsądny model naszego przyszłego intymnego życia. Poddaliśmy ocenie nasze intymne związki, pytając czy były one kiedyś przejawem naszego egoizmu. Prosiliśmy Boga, aby pomógł nam w ukształtowaniu naszego ideału w tej sferze.

Str. 60. (JAK TO DZIAŁA) Starajmy się pamiętać o tym, że nasz pociąg seksualny jest również darem Boskim, więc nie należy go traktować ani lekkomyślnie i egoistycznie ani też z pogardą i wstrętem. Wszelako, niezależnie od tego, jakie będą nasze w tej dziedzinie ideały, musimy mieć dobrą wolę, aby do nich dorosnąć. Musimy również być gotowi do zadośćuczynienia wyrządzonych krzywd, pod warunkiem wszakże, iż nie spowoduje to nowych krzywd. Słowem musimy traktować życie seksualne jak każdą inną sferę naszego życia.

Str. 62/63 (DO CZYNU) Wskażmy na początek zasadniczy powód. Jeśli opuścimy ten - tak ważny - PIĄTY KROK, może nam się nie udać zaprzestać picia. Wiele razy zdarzało się, że nowi członkowie AA starali się niektóre fakty ze swojego życia zachować tylko dla siebie. Starali się uniknąć, ich zdaniem, poniżającego doświadczenia i pójść łatwiejszą drogą, "na skróty". Prawie wszyscy z nich doznawali klęski, wracali do picia. Akceptując i realizując pozostałe elementy programu, nie mogli pojąć przyczyn swej porażki.

Wydaje się, że zasadniczym powodem ich niepowodzenia było to, że nigdy nie uporządkowali gruntownie swych spraw. Dokonali obrachunku pozostawiając najwstydliwsze sprawy w ciemnym zakątku. Jedynie PRZYPUSZCZALI, że pozbyli się i , jedynie WYDAWAŁO IM SIĘ, że się ukorzyli.

Dopóki jednak nie zdecydują się opowiedzieć o sobie WSZYSTKIEGO drugiemu człowiekowi nie nauczą się dostatecznej pokory, odwagi i uczciwości, koniecznej do ozdrowienia.

Str. 63. Jeśli chcemy żyć długo i szczęśliwie musimy być w pełni uczciwi przynajmniej wobec jednej osoby. Zrozumiałe, że długo zastanawiamy się nad wyborem tej osoby lub osób, z którymi wspólnie chcemy podjąć ten bardzo intymny i poufny Krok. (czy możliwe to jest przy zachowaniu egoizmu?)

72. (DO CZYNU) Jeśli ten etap naszego rozwoju przychodzi nam z wielkim trudem, to już w połowie drogi zadziwią nas osiągnięte rezultaty. Poznamy nową wolność i nowe szczęście. Nie będziemy żałować przeszłości, ani zatrzaskiwać za nią drzwi. Pojmiemy sens słów "pogoda ducha" i zaznamy spokoju. Bez względu na to, jak nisko upadliśmy, dostrzeżemy że i z naszego doświadczenia mogą skorzystać inni. Zniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą. Bardziej niż sobą zainteresujemy się bliźnimi. Zniknie egoizm. Zmieni się cały nasz stosunek do życia. Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością materialną. Znajdziemy intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach, których dotąd nie umieliśmy rozwiązać. Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas to, czego sami dla siebie nie byliśmy w stanie uczynić.

Str. 72/73. (DO CZYNU) Dochodzimy do KROKU DZIESIĄTEGO, który zaleca kontynuowanie osobistego obrachunku i naprawianie wszelkich błędów popełnianych na naszej nowej drodze. Z chwilą, kiedy zbilansowaliśmy naszą przeszłość rozpoczynamy energicznie nowy sposób życia. Wkroczyliśmy w sferę życia duchowego. Naszym następnym zadaniem w tym nowym życiu jest pogłębienie go i wzbogacanie. Nie da się tego osiągnąć w ciągu jednego dnia. To długoplanowe działanie. Strzeżmy się egoizmu, nieuczciwości, urazów, złości oraz strachu. Jeśli owe uczucia pojawią się w nas, prośmy Boga, aby je usunął. Natychmiast też przeanalizujmy te stany z osobą zaufaną i szybko starajmy się naprawić ewentualną krzywdę. Skierujmy następnie nasze myśli na kogoś, kto może potrzebować naszej pomocy. Kierujmy się zasadą miłości i tolerancji.

Str. 74. (DO CZYNU) Kiedy wieczorem przygotowujemy się do nocnego spoczynku zwykle przypominamy sobie wydarzenia mijającego dnia. Czy byliśmy nieprzyjaźni, egoistyczni, nieuczciwi, czy targały nami obawy? Czy jesteśmy komuś winni przeprosiny? Czy zatailiśmy w sobie coś, co powinno być natychmiast przedmiotem dyskusji z zaufaną osobą? Czy to, co zrobiliśmy mogło zostać wykonane lepiej? Czy myśleliśmy wyłącznie o sobie przez większość dnia? Czy znaleźliśmy czas, aby zastanowić się, co moglibyśmy uczynić dla innych? Czy wnieśliśmy coś od siebie dla ogólnego dobra?

Str. 74. Gdy się budzimy pomyślmy o 24 godzinach, które są przed nami. Sporządźmy plan na ten nowy dzień. Najpierw prośmy Boga, aby pokierował naszym myśleniem. Szczególnie zaś, aby uwolnił nas od rozczulania się nad sobą, nieuczciwości i egoizmu. Wówczas będziemy mogli uruchomić nasze rzeczywiste możliwości. Nie bez powodów Bóg obdarował nas rozumem. Nasze życie wewnętrzne znajdzie się na wyższej płaszczyźnie, jeśli nasze myśli zostaną oczyszczone ze złych pobudek.

Str. 75. (DO CZYNU) Naszą medytację kończymy modlitwą o wskazanie właściwego sposobu rozwiązania wszystkich problemów, które przyniesie nadchodzący dzień. Szczególnie gorąco prosimy o uwolnienie z więzi egoizmu i unikamy próśb, których spełnienie przyniosłoby korzyść tylko nam. Możemy modlić się o nasze sprawy, jeśli będzie to równocześnie pomocne innym. Nie możemy nigdy modlić się o realizację naszych egoistycznych celów. Wielu z nas bezskutecznie tego próbowało. Nie jest trudno dostrzec, dlaczego bez rezultatu.

Str. 92. (DO ŻON) Znamy uczucie zranionej dumy, przygnębienia, rozżalenia nad własnym losem, niezrozumienia i strachu. Obcowanie z tymi uczuciami nie jest niczym miłym. Byłyśmy spychane w stany żałosnego współczucia i zaciekłej złości. Niektóre z nas popadały na przemian z jednej skrajności w drugą. Cały czas towarzyszyła nam nadzieja, że pewnego dnia nasi ukochani na powrót staną się sobą. Nasza lojalność i pragnienie, by nasi mężowie znów podnieśli głowy i byli podobni do prawdziwych mężczyzn, rodziły niejednokrotnie przykre sytuacje. Tak manifestowała się nasza skłonność do poświęceń, wyzbywałyśmy się również resztek egoizmu. Uciekałyśmy się do niezliczonych kłamstw, aby ratować naszą dumę i opinię mężów.

Str. 102. (DO ŻON)  Wspominałyśmy już poprzednio o zaletach życia, które przebiega według zasad duchowych. Skoro Bóg może rozwiązać stary jak świat problem alkoholizmu jest również w Jego mocy dopomożenie żonom alkoholików. Same przekonałyśmy się o tym wielokrotnie. Przyznajemy, że i my -jak wielu innych ludzi - hodowałyśmy przerośniętą dumę, z upodobaniem użalałyśmy się nad sobą, grzeszyłyśmy próżnością. Słowem - miałyśmy wiele cech, które prowadzą do egocentryzmu.

Nie byłyśmy wolne od i nieuczciwości. Z chwilą gdy nasi mężowie zaczęli żyć według nowych zasad duchowych i my zapragnęłyśmy tego samego.

Str. 109. (WIZJA RODZINY PRZEOBRAŻONEJ) Członkowie rodziny powinni być przygotowani na to, że od czasu do czasu będą ich prześladować widma przeszłości, gdyż w "piciorysie" każdego alkoholika wiele jest zarówno śmiesznych, jak i poniżających, haniebnych i tragicznych epizodów. W pierwszym odruchu pragniemy całkowicie o nich zapomnieć, wykreślić je z pamięci. Niektórzy próbują urzeczywistniać zasadę, w myśl której kluczem do osiągnięcia szczęścia jest zatrzaśnięcie drzwi za przeszłością. My sądzimy, iż jest to sposób myślenia nader egoistyczny. Kłóci się on z zasadami duchowymi naszego nowego życia.

Henry Ford kiedyś słusznie zauważył, że doświadczenie stanowi w życiu człowieka najwyższą wartość. Jest to prawda, jeśli ktoś ma wolę obrócenia przeszłości na korzyść. Wzrastamy poprzez stawianie czoła trudnościom, prostowanie błędów i przekuwania ich w zyski. Tak oto przeszłość alkoholika staje się, nieco paradoksalnie, główną i często jedyną wartością jego rodziny.

Str. 146 (KOSZMAR DOKTORA BOBA) Mój ojciec był poważnym prawnikiem. Zarówno on, jak i matka byli bardzo zaangażowani w sprawy Kościoła. Oboje odznaczali się inteligencją znacznie wyższą od przeciętnej. Na swoje nieszczęście byłem jedynakiem, co prawdopodobnie zrodziło egoizm, który odegrał tak ważną rolę w doprowadzeniu mnie do alkoholizmu.

Str. 147. (KOSZMAR DOKTORA BOBA) Całe moje życie koncentrowało się na robieniu tego, na co miałem ochotę, bez liczenia się z prawami czy przywilejami innych. W miarę upływu lat mój egoizm stawał się coraz bardziej dominujący. W oczach moich kompanów ukończyłem studia z wyróżnieniem. Opinia dziekana była nieco odmienna.

Najnowsze wpisy
  • „Pozdrawiam cię i dziękuję ci za to, że żyjesz”. Drogi Bill’u! Powyższe pozdrowienie wysłałeś do uczestników corocznego, uroczystego obiadu jaki organizowała grupa AA w Nowym Jorku, 10 października 1970 roku. Ten obiad wydawany był na cześć zbliżającej się 11-tego grudnia, Twojej 36 rocznicy trzeźwości. Ja wówczas miałem ukończone 10 lat i z radością dziecka śniłem swoją przyszłość. Ty byłeś 76-letnim, chorym człowiekiem. To z powodu rozedmy płuc po raz pierwszy nie byłeś w stanie, osobiście uczestniczyć w przyjęciu wydanym na cześć „ostatniego kieliszka”. Twoja, kochana żona Lois dostarczyła list do hotelu Hilton, gdzie 2200 gości zapoznało się z jego treścią. Jestem bardzo wzruszony tym tekstem i chyba najlepiej będzie jak sam przemówisz: “Moi drodzy przyjaciele, Ostatnio członek AA przysłał mi niezwykłe pozdrowienie, które chciałbym teraz wam przekazać. Powiedział mi, że to było starożytne Arabskie pozdrowienie. Chociaż nie mamy grupy arabskiej, pozdrowienie to oddaje to co czuję do każdego z was. Mówi ono: "Pozdrawiam cię i dziękuję ci za to, że żyjesz. " Ostatnio wiele myślę o wdzięczności dla naszej społeczności i dla niezliczonych błogosławieństw którymi obdarzył nas Bóg . Gdyby ktoś mnie zapytał które z tych błogosławieństw było najbardziej istotne dla rozwoju naszej wspólnoty i najważniejsze dla jej ciągłości, powiedziałbym: "Koncepcja anonimowości”.Anonimowość ma dwa atrybuty istotne dla naszego indywidualnego i zbiorowego przetrwania: atrybut duchowy i atrybut praktyczny. Na poziomie duchowym anonimowość wymaga największej dyscypliny na jaką nas stać; na poziomie praktycznym anonimowość zapewnia ochronę nowym członkom, szacunek i wsparcie zewnętrznego świata i ochronę przed tymi z nas którzy chcieliby użyć AA dla celów złych i egoistycznych. AA musi i będzie się zmieniać z upływem lat. Nie możemy i nie powinniśmy cofać zegara. Jednak głęboko wierzę, że zasada anonimowości musi pozostać naszym głównym i trwałym zabezpieczeniem. Jak długo będziemy akceptować naszą trzeźwość w duchu naszej tradycyjnej anonimowości, tak długo będziemy otrzymywać łaskę Bożą. A więc jeszcze raz - pozdrawiam was w tym duchu i ponownie dziękuję za wasze życie. Niech Bóg błogosławi nam wszystkim teraz i na wieki. Bill.” Cóż, Drogi Przyjacielu mogę Ci powiedzieć w wigilię Twoich 114 urodzin? Po tym co napisałeś trudno mi znaleźć słowa oddające moją wdzięczność. Powiem więc:  Pozdrawiam Cię i dziękuję Ci za to, że żyłeś i życia nie zmarnowałeś. Dziękuję Ci za to, że swoim życiem pomogłeś uratować idące w miliony istnień ludzkich. Dziękuję Ci za błogosławieństwo dla Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Wspólnoty, która swoim istnieniem uratowała moje życie. Dziękuję za dar godności, która przywróciła mi człowieczeństwo. Na koniec dziękuję Ci za to, że pomogłeś odnaleźć mi Boga, tego samego dla wszystkich alkoholików. Tego wyobrażonego i niewyobrażonego ale zawsze kochającego i czekającego, na nas z otwartymi ramionami.
  • O abstynentach z alergią. Odbyłem dzisiaj rozmowę z dwojgiem znajomych. Tak po drodze, gdy wracałem ze sklepu by kupić… gaz do domu. W którymś momencie temat zjechał na alkohol i jego spożywanie. Znajomi wiedzą, że nie piję, ale doszły do nich słuchy, że to z powodu alkoholizmu. Potwierdziłem im to a zarazem powiedziałem, że jestem ozdrowiałym alkoholikiem. Bardzo się ucieszyli z tego, gdyż sądzili, że nie wolno mi pić. - Ależ tak! Wolno mi! Nie mam zakazu sądowego, a w ostatnich 16 latach żaden lekarz nie powiedział mi, że nie mogę pić chociaż każdy z nich wie, że jestem alkoholikiem. - Zaraz, zaoponował jeden. To jesteś alkoholikiem i możesz pić?  - No oczywiście! Potwierdziłem. - Ale mówiłeś, że jesteś zdrowy, że się wyleczyłeś. - Z czego się niby wyleczyłem? Dopytałem. - No z alkoholizmu, dopowiedział. -A to masz rację, wyleczyłem się z tego. - No to nie jesteś już alkoholikiem- nieśmiało odpowiedział pierwszy i nie wiedziałem czy to stwierdzał czy o to pytał. - Ja jestem alkoholikiem- doprecyzowałem.. - Nie zgrywaj się, trajlował drugi. Jesteś alkoholikiem, który wyleczył się z alkoholizmu?! Prawie wykrzyknął. - No to dlaczego nie pijesz? Dorzucił szybko pierwszy. - Nie piję bo mam alergię na alkohol, odpowiedziałem spokojnie. -Ale jaja, żachnął się drugi a pierwszy wstrząsnął tylko ramionami. Ni to ze zrozumienia mnie bądź kompana.. Jakoś tak się zamyślili, ale nie mogliśmy spotkać się oczami chociaż patrzyłem na ich twarze. - To znaczy –zaczął swoje pierwszy - , że gdyby nie alergia to byś pił? - Tak, oczywiście – potwierdziłem skwapliwie. - No, to wtedy byś był na pewno alkoholikiem! Krzyknął pierwszy i wgapiwszy swe oczy we mnie czuł zapewne, ze złapał mnie na kłamstwie. - Ależ nie! Zanegowałem energicznie. Nikt nie zostaje alkoholikiem nie mając alergii na alkohol. - W sumie jak ktoś nie pije to jest abstynent, jakby dla pogodzenia powiedział pierwszy. - Tak, abstynent z alergią. Jak ja – dopowiedziałem. Wybuchliśmy wszyscy śmiechem i każdy poszedł w swoją stronę. Z moimi znajomymi znam się od siedmiu lat. Razem pracujemy w jednej firmie. Są to osoby dobiegające pięćdziesiątki i nie mające problemu z używaniem alkoholu.
  • Teraz już wiesz, że nie musisz! Jakie wspaniałe uczucie zapewniliście mi, przez bez mała 14 lat jakie minęły od opuszczenia ośrodka terapii. Naprawdę!  Życie, że się nic nie musi a jedynie może, bo przecież mam wybór - wydawało mi się znakomitym symbolem wyzwolenia z okowów alkoholizmów. Za nic „trzeźwa” głowa nie mogła się doszukać analogii do pijanego życia, w którym też przecież nic nie musiałem i każdą uwagę na temat mojego picia traktowałem jako zamach na swą wolność. Przecież mam prawo, a w dodatku nic nie muszę! Teraz, kiedy przeszedłem na Program AA to widzę: 1. My, lekarze, musimy przyznać, że w odniesieniu do całościowego problemu postęp jest niewielki. 2. Pierwszy krok na drodze do zdrowienia, to dojście do stanu, kiedy musimy przede wszystkim upewnić się i przekonać samych siebie, że jesteśmy alkoholikami. 3. Musimy pozbyć się złudnej wiary, że jesteśmy tacy sami jak inni. 4. Postępowanie Jima musimy nazwać szaleństwem. 5. Musimy przyznać, że nasze uzasadnienia popijawy były zdumiewająco błahe w porównaniu z tym, co się potem zawsze zdarzało. 6. Musimy przyznać, że przykład naszego kawalarza dokładnie ilustruje chorobę alkoholową. 7. Po pierwsze musimy dojść do przekonania, że błędne jest opieranie życia na naszej własnej woli. 8. A więc my, alkoholicy musimy przede wszystkim wyzbyć się egoizmu.  9. Musimy tego dokonać za wszelką cenę, gdyż inaczej egoizm zabije nas. 10. Przede wszystkim musimy skończyć udawać Wszystkowiedzącego Boga. 11. Następnie musimy uznać, że w tym dramacie życiowym Bóg ma być odtąd naszym Drogowskazem 12. Zatem, jeśli chcemy żyć, musimy uwolnić się od uczucia gniewu. 13. Wszelako, niezależnie od tego, jakie będą nasze w tej dziedzinie ideały, musimy mieć dobrą wolę, aby do nich dorosnąć. 14. Zdaliśmy sobie sprawę, że musimy opanować uczucia urazy i złości. 15. Kiedy zatem tylko zauważyliśmy swoje wady wpisywaliśmy je na listę, którą stale musimy mieć przed oczyma. 16 . Musimy również być gotowi do zadośćuczynienia wyrządzonych krzywd, pod warunkiem wszakże, iż nie spowoduje to nowych krzywd.  17. Słowem musimy traktować życie seksualne jak każdą inną sferę naszego życia. 18. Jeśli chcemy żyć długo i szczęśliwie musimy być w pełni uczciwi przynajmniej wobec jednej osoby. 19. Musimy mieć się na baczności wobec osób, których nie lubimy. 20. Za wszelką cenę musimy pozbyć się obawy przed naszymi wierzycielami. 21. Może się to wiązać z utratą naszego stanowiska czy reputacji, możemy nawet ryzykować więzieniem, ale kierujemy się dobrą wolą. Musimy ją mieć. 22. Za wszelką cenę musimy jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Czy mamy powiedzieć żonie o naszej przygodzie, gdy jesteśmy pewni, że o niczym się dotąd nie dowiedziała? 23. Musimy jednak pamiętać, że w takich przypadkach mamy zawsze do czynienia z najokropniejszym ludzkim uczuciem – zazdrością. 24. Musimy wykazać się inicjatywą. 25. Musimy razem z najbliższymi szczerze przeanalizować przeszłość z obecnego punktu widzenia, starając się nie krytykować nikogo. 26. Życie duchowe to nie teoria. MUSIMY NIM ŻYĆ. 27. Musimy pamiętać, że przez dziesięć czy dwadzieścia lat naszego pijaństwa każdy miał prawo stać się sceptyczny wobec nas. 28. Musimy jednak zawsze iść do przodu, to zaś oznacza konieczność nowego działania. 29. Musimy w ten sposób konsekwentnie postępować! 30. Doszliśmy do przekonania, że według Boskiego życzenia będąc myślami wysoko razem z Nim, jednocześnie musimy mocno stąpać po ziemi. 31. My, alkoholicy, widzimy, że musimy działać razem i trzymać się razem, w przeciwnym wypadku większość z nas w końcu umrze samotnie. 32. Musimy zawsze zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu. *************************************************************************** 1. Nie musimy tłumaczyć się z naszej wiary w Boga. 2. Wobec niektórych ludzi nie musimy, ani też nie powinniśmy (przy pierwszym spotkaniu) podkreślać naszego duchowego przeobrażenia. 3. Już nie musimy walczyć z piciem, ani też bronić się przed pokusami. Pozdrawiam, wasz były pacjent.