Dla osób oraz rodzin zmagających się z uzależnieniem alkoholowym

 Wyświetlenia
2Posty

Cytaty z literatury AA

Literatura AA ma w swej treści tak, iż każdy akapit może służyć za osobny temat do rozważań.
 Wyświetlenia
1Posty

Tropami Wielkiej Księgi

Porozmawiajmy o kultowej książce Anonimowych Alkoholików zwanej Wielką Księgą.
 Wyświetlenia
1Posty

Artykuły Billa W.

Warto znać historię Wspólnoty AA. Pomaga zrozumieć jak wielkim jest dobrodziejstwem. Artykuły, wypowiedzi, listy....
 Wyświetlenia
14Posty

Artykuły Dr Boba

Dr Bob, współtwórca Wspólnoty AA. Wzór pokory i "ojciec" duchowej strony Programu AA.
 Wyświetlenia
1Posty

Artykuły Albert L Burnham

"Myślę więc jestem". Myślę, że mogę to przekazać.
 Wyświetlenia
36Posty

AA w oczach przyjaciół

Wspólnota AA miała szczęście do przyjaciół. Także dzisiaj każdy z AA powinien pozyskiwać przyjaciół dla Wspólnoty AA.
 Wyświetlenia
3Posty

Ciekawe Artykuły

Bardzo ciekawe, zarazem ważne i potrzebne treści. Czy dla wszystkich to już inna sprawa.
 Wyświetlenia
15Posty

12 Krokami w życie

Poznanie Programu AA to największa nagroda w moim trzeźwym życiu.
 Wyświetlenia
6Posty
Najnowsze wpisy
  • „Pozdrawiam cię i dziękuję ci za to, że żyjesz”. Drogi Bill’u! Powyższe pozdrowienie wysłałeś do uczestników corocznego, uroczystego obiadu jaki organizowała grupa AA w Nowym Jorku, 10 października 1970 roku. Ten obiad wydawany był na cześć zbliżającej się 11-tego grudnia, Twojej 36 rocznicy trzeźwości. Ja wówczas miałem ukończone 10 lat i z radością dziecka śniłem swoją przyszłość. Ty byłeś 76-letnim, chorym człowiekiem. To z powodu rozedmy płuc po raz pierwszy nie byłeś w stanie, osobiście uczestniczyć w przyjęciu wydanym na cześć „ostatniego kieliszka”. Twoja, kochana żona Lois dostarczyła list do hotelu Hilton, gdzie 2200 gości zapoznało się z jego treścią. Jestem bardzo wzruszony tym tekstem i chyba najlepiej będzie jak sam przemówisz: “Moi drodzy przyjaciele, Ostatnio członek AA przysłał mi niezwykłe pozdrowienie, które chciałbym teraz wam przekazać. Powiedział mi, że to było starożytne Arabskie pozdrowienie. Chociaż nie mamy grupy arabskiej, pozdrowienie to oddaje to co czuję do każdego z was. Mówi ono: "Pozdrawiam cię i dziękuję ci za to, że żyjesz. " Ostatnio wiele myślę o wdzięczności dla naszej społeczności i dla niezliczonych błogosławieństw którymi obdarzył nas Bóg . Gdyby ktoś mnie zapytał które z tych błogosławieństw było najbardziej istotne dla rozwoju naszej wspólnoty i najważniejsze dla jej ciągłości, powiedziałbym: "Koncepcja anonimowości”.Anonimowość ma dwa atrybuty istotne dla naszego indywidualnego i zbiorowego przetrwania: atrybut duchowy i atrybut praktyczny. Na poziomie duchowym anonimowość wymaga największej dyscypliny na jaką nas stać; na poziomie praktycznym anonimowość zapewnia ochronę nowym członkom, szacunek i wsparcie zewnętrznego świata i ochronę przed tymi z nas którzy chcieliby użyć AA dla celów złych i egoistycznych. AA musi i będzie się zmieniać z upływem lat. Nie możemy i nie powinniśmy cofać zegara. Jednak głęboko wierzę, że zasada anonimowości musi pozostać naszym głównym i trwałym zabezpieczeniem. Jak długo będziemy akceptować naszą trzeźwość w duchu naszej tradycyjnej anonimowości, tak długo będziemy otrzymywać łaskę Bożą. A więc jeszcze raz - pozdrawiam was w tym duchu i ponownie dziękuję za wasze życie. Niech Bóg błogosławi nam wszystkim teraz i na wieki. Bill.” Cóż, Drogi Przyjacielu mogę Ci powiedzieć w wigilię Twoich 114 urodzin? Po tym co napisałeś trudno mi znaleźć słowa oddające moją wdzięczność. Powiem więc:  Pozdrawiam Cię i dziękuję Ci za to, że żyłeś i życia nie zmarnowałeś. Dziękuję Ci za to, że swoim życiem pomogłeś uratować idące w miliony istnień ludzkich. Dziękuję Ci za błogosławieństwo dla Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Wspólnoty, która swoim istnieniem uratowała moje życie. Dziękuję za dar godności, która przywróciła mi człowieczeństwo. Na koniec dziękuję Ci za to, że pomogłeś odnaleźć mi Boga, tego samego dla wszystkich alkoholików. Tego wyobrażonego i niewyobrażonego ale zawsze kochającego i czekającego, na nas z otwartymi ramionami.
  • O abstynentach z alergią. Odbyłem dzisiaj rozmowę z dwojgiem znajomych. Tak po drodze, gdy wracałem ze sklepu by kupić… gaz do domu. W którymś momencie temat zjechał na alkohol i jego spożywanie. Znajomi wiedzą, że nie piję, ale doszły do nich słuchy, że to z powodu alkoholizmu. Potwierdziłem im to a zarazem powiedziałem, że jestem ozdrowiałym alkoholikiem. Bardzo się ucieszyli z tego, gdyż sądzili, że nie wolno mi pić. - Ależ tak! Wolno mi! Nie mam zakazu sądowego, a w ostatnich 16 latach żaden lekarz nie powiedział mi, że nie mogę pić chociaż każdy z nich wie, że jestem alkoholikiem. - Zaraz, zaoponował jeden. To jesteś alkoholikiem i możesz pić?  - No oczywiście! Potwierdziłem. - Ale mówiłeś, że jesteś zdrowy, że się wyleczyłeś. - Z czego się niby wyleczyłem? Dopytałem. - No z alkoholizmu, dopowiedział. -A to masz rację, wyleczyłem się z tego. - No to nie jesteś już alkoholikiem- nieśmiało odpowiedział pierwszy i nie wiedziałem czy to stwierdzał czy o to pytał. - Ja jestem alkoholikiem- doprecyzowałem.. - Nie zgrywaj się, trajlował drugi. Jesteś alkoholikiem, który wyleczył się z alkoholizmu?! Prawie wykrzyknął. - No to dlaczego nie pijesz? Dorzucił szybko pierwszy. - Nie piję bo mam alergię na alkohol, odpowiedziałem spokojnie. -Ale jaja, żachnął się drugi a pierwszy wstrząsnął tylko ramionami. Ni to ze zrozumienia mnie bądź kompana.. Jakoś tak się zamyślili, ale nie mogliśmy spotkać się oczami chociaż patrzyłem na ich twarze. - To znaczy –zaczął swoje pierwszy - , że gdyby nie alergia to byś pił? - Tak, oczywiście – potwierdziłem skwapliwie. - No, to wtedy byś był na pewno alkoholikiem! Krzyknął pierwszy i wgapiwszy swe oczy we mnie czuł zapewne, ze złapał mnie na kłamstwie. - Ależ nie! Zanegowałem energicznie. Nikt nie zostaje alkoholikiem nie mając alergii na alkohol. - W sumie jak ktoś nie pije to jest abstynent, jakby dla pogodzenia powiedział pierwszy. - Tak, abstynent z alergią. Jak ja – dopowiedziałem. Wybuchliśmy wszyscy śmiechem i każdy poszedł w swoją stronę. Z moimi znajomymi znam się od siedmiu lat. Razem pracujemy w jednej firmie. Są to osoby dobiegające pięćdziesiątki i nie mające problemu z używaniem alkoholu.
  • W Wielkiej Księdze jest wiele zwrotów, które wydają się oczywistą oczywistością tylko, że gdy przyjdzie to przełożyć na działanie to zaczynają być z tym problemy. Nawet jeżeli nie są one udziałem wszystkich to śmiem twierdzić, że większości osób uzależnionych, bo nie tylko o alkoholików gra idzie. Krytycy moich rozważań podnoszą larum, że chcę coś zmieniać, opiniować czy Bóg jeden wie co jeszcze. A ja? Ja po prostu chcę być jak najbliżej zrozumienia fenomenu jakim stał się fakt, że taki człowiek jak ja doznał tak cudownego odrodzenia. Jestem w stu procentach przekonany, że zawdzięczam to Programowi AA, podanemu nawet w tak kadłubowej postaci jak to czyniono na terapii. Później lata całe poświęcałem na czytanie literatury i chociaż czułem ten wspólnotowy klimat to ni jak nie mogłem ogarnąć tajemnej siły działającej w 12 Krokach. Dzisiaj wiem, że dostałem dodatkowy bonus. Pierwszy to gdy obsesja picia zniknęła po pierwszym spotkaniu trzeźwych alkoholików na oddziale leczenia uzależnień. To wtedy ogarnęło mnie bardzo głębokie pragnienie doświadczenia tego o czym ci ludzie mówili. Chcę powiedzieć, że wówczas nic z literatury AA nie czytałem a o AA mówiłem „banda sekciarzy” czy jeszcze gorzej. Wpadłem wówczas w stan głębokiej melancholii związanej z świadomością, że o to moje życie leży w gruzach. Pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że niczego w życiu nie osiągnąłem a ponadto jestem sprawcą cierpień jakie zadałem sobie i wielu ludziom włącznie z tymi, których kochałem i którzy kochali mnie. Ta moja melancholia trwała około trzy dni i jej działanie ulegało zmianie. Zaczęło się od wielkiego przygnębienia i dramatycznie głębokiego żalu. Nie miało to nic wspólnego z litością nad samym sobą! Był to wewnętrzny płacz dorosłego człowieka, który miał osobowość zagubionego dziecka. Człowieka, który dostając łaskę życia wyrzucił instrukcję jego obsługi. To co z nim wyprawiłem było powodem mojej głębokiej zgryzoty. W którymś momencie miałem nawet ochotę opuścić szpital, bowiem czułem, że już nic więcej się mi tam nie przydarzy. I tak też było- nic się więcej nie zdarzyło. Jednak pozostałem. Ostatnie tygodnie odbyłem tylko na zasadzie, że początkiem moich zmian musi być samodyscyplina. Wiedziałem, że dalszy pobyt w szpitalu jest potrzebny też mojej partnerce a obecnie żonie. Tutaj gra szła o wiarygodność własną i wobec niej. Tak jak wyżej napisałem stan mojej melancholii był zmienny i kierował mnie ku ROZWIĄZANIU. Proszę mi uwierzyć, że ja wówczas nic a nic nie wiedziałem o Kroku Czwartym ale poczułem, wstępującego we mnie Ducha, który czynił moje ROZWIĄZANIE klarownym i realnym. Wtedy także miałem wielkie pragnienie przeproszenia wszystkich osób chociaż nic jeszcze nie wiedziałem o zadośćuczynieniu. Mówię o takim jaki jest w Programie AA a nie takim werbalnym odczytywanym w tysiącach sal mityngowych. Dopiero po latach dowiedziałem się, że nie byłem pierwszy. A tak naprawdę dowiedziałem się o tym niespełna dwa lata temu kiedy już z inną świadomością siadałem do literatury AA. A kto był pierwszy w AA? Pierwszym był dr. Bob. Czy pamiętacie to, jak po ostatniej popijawie był przez trzy dni reanimowany przez Billa i Anne – jego żonę? Dr. Bob wrócił z ostatniej, koszmarnej popijawy, którą urządził sobie jadąc na konferencję’/ sympozjum lekarskie. Po pięciu dniach konduktor wyrzucił go na wpółprzytomnego z pociągu na stacji Akron i ten bojąc się reakcji żony zadzwonił po swoją współpracownicę pielęgniarkę. Ta troszkę doprowadziła go do życia ale i tak został przywieziony do domu w stanie beznadziejnym. Warto tutaj nadmienić, że sytuacja dra. Boba była opłakana. Miał długi, niepewną pozycję w pracy i żonę, której zaczęła grozić depresja. Na dodatek dr. Bob miał za trzy dni wykonać operację chirurgiczną swojemu pacjentowi. Pacjent musiał być tego dnia na stole operacyjnym. Billowi i Anne udało się rozdygotanego i rozbitego dra. Boba doprowadzić do takiego stanu, że wykonał tę operację. Kiedy wyszedł ze szpitala wsiadł za kierownicę samochodu, w którym siedzieli czekający Anne z Bilem i odwiózł ich do domu. Następnie nikomu nic nie mówiąc odjechał. Dopiero później okazało się, że jeździł od domu do domu i przepraszał wszystkich, którym jego picie sprawiło ból lub było przyczyną różnych zdarzeń. Taki też stan był u mnie. U Boba było to w 1934 roku u mnie w 1998 a więc 59 lat później. Jak się później dowiedziałem działanie dra Boba nie było przypadkowe, bowiem jako członek Grup Oksfordzkich wiedział o takich założeniach programu jakie te Grupy miały. Ja nic nie wiedziałem o tym ale miałem wielką potrzebę takiej postawy i co najważniejsze taką postawę przyjąłem od wyjścia ze szpitala. Niestety brakło mi determinacji w działaniu, gdyż poza kilkoma przypadkami przeprosin utknąłem w miejscu. Nastąpiło to z różnych przyczyn ale wystarczyło abym zaniechał tych ważnych i potrzebnych działań. Jedną z takich przyczyn było to, że nie znałem Programu AA i nie rozumiałem jego duchowej głębi. Dopiero czternaście lat później doświadczyłem tego pochylając się nad arkuszami do 4K i mając za przewodnika duchowego człowieka, który wcześniej był doświadczył łaski wejścia do Wspólnoty Ducha. Przez ostatnie miesiące zagłębiałem się w szukanie odpowiedzi jak to się stało, że pomimo iż nie „przerobiłem” Programu AA to był on w dużej mierze obecny w moim życiu. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak było, bo wiem jakim człowiekiem byłem w tym czasie, co robiłem i jak się czułem. Myślę, że pierwszą sprawą było to, że przez pierwsze 5 lat oddawałem się medytacji czytając przedtem coś w wymiarze duchowym. Były to min. „24 Godziny”, „Dzień po Dniu”, „Refleksje”, aż wreszcie publikacje książkowe poświęcone duchowości, medytacji czy sprawom egzystencji. Wielką ulgą było dla mnie to, że nareszcie nie muszę robić za Pana Boga. Zdałem sobie sprawę, że wtedy zwalniam się z odpowiedzialności za losy świata i mam więcej czasu na to aby chociaż drzewo przygotować na zimę. W moim pokręconym umyśle coraz częściej zaczęły pojawiać się takie kosmiczne zjawiska jak świat wartości oraz uczucia i emocje. Chcę nadmienić, że kiedy terapeutka zapytała mnie na grupie zadaniowej jaka jest hierarchia wartości, którymi się kieruję to zbaraniałem bo nie wiedziałem o co jej chodzi. Pamiętam to dokładnie do dzisiaj bo to wówczas ją bardzo za to znienawidziłem. Pomyślałem sobie: „Czego się ona mnie czepia?” Ja naprawdę miałem problem z zdefiniowaniem pojęcia wartości w życiu i to jeszcze w połączeniu z ich hierarchizowaniem. Byłem wtedy jak to określa WK: „emocjonalnym dzieckiem”. Kiedy zobaczyła, że nic ze mnie nie wyciągnie zadała podobne pytania innym uczestnikom grupy, którzy z mniejszym lub większym trudem o tym się wypowiedzieli. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że kiedy w Wielkiej Księdze jest mowa o uczuciach np.: „egoizmu, nieuczciwości, urazów, złości oraz strachu, uczucia ulgi i uspokojenia, uczucia niesmaku, uczucia miłości czy uwielbienia, ” to nie ma tam definicji znaczeń tych uczuć. Za to jest postawione pytanie: „Czy te rzeczy nie były tkanką, z której uformowane zostało nasze życie? Czy uczucia te, mimo wszystko, nie decydowały o naszej egzystencji?” By stwierdzić w jednym miejscu: „Kiedy nosimy w sobie te uczucia, zamykamy się przed światłością ducha.” Rozumiecie? „…Zamykamy się przed światłością ducha” A przecież w Wielkiej Księdze jest też mowa o emocjach. Na przykład o: „psychopatach, którzy są emocjonalnie niezrównoważeni, emocjonalnej przemianie, emocjonalnym i duchowym przestawieniu się na inne tory, idei (…) i nastawieniu” a także o tym, że: „nie potrafiliśmy kontrolować emocji”, że „cierpienie wypływa z głębokich zaburzeń emocjonalnych lub umysłowych”, iż będziemy: „potykać się z powodu emocji - rozdrażnienia, zranionych uczuć, złości i życiowych urazów”. WK mówi, że należy: „opanować emocje”. Zapewniam jest tego więcej, że nie wspomnę o moralności w rozumieniu co do zasad ale i cierpień. Bardzo ważny był dla mnie fakt, że mogłem drugi raz napisać historię mojego życia w kontekście obecności w nim alkoholu. Nie podoba mi się określenie „piciorys” gdyż jest dla mnie urągające w swej wymowie. Ponadto nie oddaje istoty rzeczy. Oczywiście ten życiorys jest wstępem do pracy w ramach Czwartego Kroku. Zanim zacząłem pisać tę pracę, w rozmowie ze sponsorem dowiedziałem się jak będzie przebiegać ta praca. Otrzymałem wzór czterech list: 1. URAZY  2. OBAWY  3. ZACHOWANIA SEKSUALNE  4. KRZYWDY WOBEC INNYCH Listy otrzymałem w języku angielskim i były takie same na jakich pracowali mój sponsor, pra-sponsor i jego sponsor. Ich kolejność nie była już przypadkowa, bo wynikała z kolejności poruszanych tematów w WK. Więc, tak jak uprzednio pisałem, usiadłem nad białą kartką papieru tak na dobrą sprawę nie wiedząc od czego zacząć. Przeczytałem nakazane fragmenty z WK i 12/12 porozmawialiśmy o tym ze sponsorem. Okazało się bowiem, że „zrobienie” list uraz zamieniłem w listę… pretensji. Tak, tak! Na szczęście bardzo szybko się zreflektowałem, że coś mi tutaj nie gra. Rozmowy ze sponsorem unaoczniły mi, że nie rozumiem tego i dopiero jego cierpliwe wyjaśnienia podparte przykładami przywróciło właściwe podejście w temacie. Zastanawiam się teraz, iluż to z was tak miało i iluż to z was tak prowadziło i prowadzi podopiecznych. Do iluż to ludzi ja miałem pretensje. Po pierwsze zauważyłem, że znowu skupiłem się na sobie i przeżywaniu starych spraw. Jednak ważniejszym dla mnie odkryciem było to, że moje pretensje nie są tym, o co tak naprawdę chodzi w tym kroku. Lista uraz to lista… uraz spowodowanych przez zdarzenia jakie miały miejsce w przeszłości. A więc pretensje to nie urazy. Urazy powstają na skutek tychże i nie tylko tychże. Nie chcę aby wyszło masło maślane dlatego muszę określeniu „URAZA” poświęcić więcej miejsca. Po pierwsze nigdzie w Wielkiej Księdze ani 12/12 nie ma czegoś na kształt listy pretensji ani mowy o pretensjach. Jedynie w rozdziale „Do żon” i „Wizja rodziny przeobrażone” jest mowa o pretensjach ale nie w takim znaczeniu jak jest mowa w Kroku Czwartym. Cdn.